środa, 15 maja 2013

"Bomali" są piękni..

 W ramach korzystania z pięknego, słonecznego dnia, zrobiłyśmy sobie dzisiaj dłuuugi spacer, a celem miało być karmienie gołąbków w rynku, i mini- piknik nad Wisłą.  No i oczywiście, kto ma dziecko ten wie, że planować to sobie można, ale nijak się nasze plany mają, do zachcianek i planów naszych dzieci. Gołębie Lena nakarmiła "na trasie". Do rynku dojechałyśmy już bez okruszków nawet. Kochane Słoneczko moje, wypatrzyło sobie obwarzanka. Stały trzy budki z obwarzankami blisko siebie. I wszystko byłoby super, gdyby Lena nie zapragnęła mieć akurat tego, którego sprzedawał Pan nawiany jak...że nie wspomnę o stanie jego dłoni i całej reszty. Tak więc uciekając jak najdalej od owego Pana, przy dźwięku syreny dotarłyśmy do drugiej budki. Tam szczęśliwe dziecko dostało upragnionego obwarzanka. Swoją drogą, ciekawe ile osób pomyślało, że ją głodzę..
Z pokarmem dla siebie i gołąbków popędziłyśmy już prosto do rynku. Stamtąd również musiałam uciekać..ponieważ Lena rzucała kawałki precelka ptaszkom, po czym podchodziła i zbierała je z powrotem wkładając do ust. I tak każdy kawałeczek. Więc dziecko pod pachę, wózek w ręce, pod drugą pachą, przyjaciel Leśki -Cherubin. Ochłonąć!!! Gdzie tu ochłonąć można? Fontanna. Przy fontannie Lena radochy po pachy miała. Ja trochę mniej. Widząc moje dziecko lecące wprost w dużą dziurę pełną wody, co tchu ruszyłam na ratunek. Lena odwróciła się a ja...łup! na kolana w tą dziurę..
Więc...dziecko pod pachę, wózek w ręce, pod drugą pachą przyjaciel Leśki- Cherubin.  I tylko o spokojnym miejscu myślałam, żeby usiąść, nakarmić i napoić dziecię. No więc plantami nad Wisłę. Na kocyk. Na mini- piknik. Prostą drogą. Kilka minut. Eeeee tam! najpierw Pan Dziadziuś. Stanął nad Leną. Dziwny jakiś był, że nawet we mnie niepokój wzbudził, a co dopiero w moim oglądającym się na mnie dziecku. Miły oczywiście, ale spojrzenie przeszywające. Patrzył na Lenkę, i powtarzał:" to będzie dobra kobieta, dobry człowiek. To będzie dobra kobieta, dobry człowiek." Z siedem razy? Osiem może. Powiedziałam:" dziękuję" i zestresowana zwiałam kolejny raz tego dnia. Kawałek dalej zaczepiła nas, na szczęście sympatyczna normalna Pani, przepraszała, że zaczepia, ale już nas wcześniej widziała i nie może się napatrzeć, bo Lenka taka śliczna, i te oczy...Podziękowałam. Porozmawiałam. Poszłam. Doszłyśmy nad Wisłę. Rozkładam kocyk, przeszczęśliwa, że położę się na nim, pooglądam chmurki, a moje dziecko obok mnie, podziwiając te same widoki. Za chwilę skonsumujemy to co na mini- piknik przygotowane. Taaaaa! Kocyk był super, ale usiąść nie zdążyłam, bo fajniej się z nim biegało ciągnąc jak psa na smyczy, jedzenie w przelocie łapsnięte, no i wdzięczenie się do przechodniów. I tylko kawaler jeden taki był w stanie zapanować nad tym żywiołem dzisiaj. A miał 3 latka prawie. Stała Leśka jak zaczarowana, wpatrywała się w niego, a on podchodził i przytulał ( wyciskając niemalże oczy Lenusi z oczodołów). Patrzyła na mnie jakby pytając o zgodę na przytulanie. Pytaj, pytaj córciu..Kiedyś przyprowadzisz do domu i o nic pytać już nie będziesz.. No może o wiano... :D


 A co do ciuszków, dzisiaj jedno z odkryć kiermaszu Mamy dla mamy : Bomali. O jakości jeszcze nie potrafię powiedzieć zbyt wiele. Ale zapewne dziecku w nim lekko, zwiewnie i...wygodnie.

































4 komentarze:

  1. Patrze na zdjęcia i oczu oderwać nie mogę. Cudownie ubierasz swoją córeczkę:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna malenka i jak stylowo ubrana :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Patrze na kolejna sesje Lenki i nie moge przestac sie usmiechac. Malutka, sliczna Dziewczyneczka :)))) Super Ja ubierasz :D Lenka wyglada przeslicznie, bez wzgledu na to, czy ma na sobie kiecke, czy spodnie ;)))) Pozdrawiam serdecznie - Eva

    OdpowiedzUsuń
  4. dopiero was odkryłam, sama się dziwię, że tak późno. będę zaglądać - jest pięknie. Mamy córki w tym samym wieku więc chyba nie obrazisz się jeśli będę czasem inspirować się stylizacjami Lenki :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń