sobota, 28 września 2013

Color of hope... :)

>>Dziecko to uwidoczniona miłość...<<
Są oczywiście dni kiedy muszę wyjść na 5 minut. Zamknąć się w odosobnieniu. Ukryć nawet przed moim dzieckiem, że o reszcie świata nie wspomnę.. 
Jestem Matką. 
Czasami zmęczona, często zajęta, zapracowana, zawsze niewyspana. Czasami zła na Lenkę. Na Pana Tatę. Często na siebie. Bo chciałabym lepiej. Więcej. Bardziej. Bo wiem, że potrafię. Że mogę.
Albo dla odmiany mi się nie chce. 
Bo źle zorganizowana. Bo nieprzygotowana. Bo czas drogocenny zmarnowany.
Bo mówię sobie, że dzisiaj to już na pewno.. Dzisiaj będzie dokładniej. Dzisiaj zdążę. 
Psu to na budę. Im bardziej chcę, tym gorzej wychodzi. 
Wiele mogę sobie zarzucić. Wiele wad mi w udziale przypadło...Wiele błędów i pomyłek w życiu.
Jednego zarzucić sobie nie dam. 
Jednego jestem pewna:
JESTEM DOBRĄ MATKĄ.
Najlepszą jaką być mogę...
Takie myśli dzisiaj mnie dopadły. Czy daję wystarczająco siebie?
Czy troszczę się tak jak powinnam?
Czy moje dziecko jest szczęśliwe?
Czy gdyby umiała nazwać, powiedziałaby, że innej Matki mieć nie chce, że ja jestem naj...?
Chciałabym Jej dać tyle, na ile zasługuje. 
I "nie dać" Jej tego co niektóre Matki dają swoim dzieciom.
Ochronię moje dziecko przed całym światem.
Nie przed jego złem. 
Nauczę Ją żyć wśród tego zła, nauczę Ją, jak nie stać się jego częścią. 
Nie odseparuję od ludzi, by Jej nie mogli skrzywdzić.
Nauczę Ją, jak wśród tych krzywdzących ją żyć, jak wybaczać. 
Nie nauczę jej zazdrości. 
Nauczę ją jak osiągać cele by nikomu zazdrościć nie musiała.
Ale przede wszystkim nie nauczę jej nienawiści. Choć sama znam to słowo...
Nauczę ją miłości...Nauczę jak kochać. Jak szanować człowieka. Aby nie było za późno. Aby nie żałować..

Smutne, że w ludziach tyle nienawiści się kryje...
Ale nie w nas :) W nas jest radość. I szczęście. A jeśli w nas to i w Lence. 
I to ostatnio mocno daje się odczuć. 
Zauważyliście taką zależność u siebie? 
Rodzice szczęśliwi- dziecko też.
Rodzice zestresowani, smutni- i dziecko rozdrażnione.
Tak więc uśmiechamy się i przestać nie zamierzamy bez względu na okoliczności.
Bo życie jest piękne...!!!

A dzisiejsza stylizacja prosta wygodna i ciepła :)
Gruby, ciepły sweter kupiony już chwilę temu, doczekał się chłodnych dni. A żeby za mdło i mało oryginalnie nie było, bo dużo tych beżów ostatnio to ożywiłyśmy go zielonymi dodatkami.
Kamizelki puchowe sprawiają, że krótkie i tak dziecko na mój gust wygląda jak PI i Sigma, więc założyłyśmy pasek, coby talia Lenki nie zginęła w tym puchu, a kamizelka do tuniki wyglądała nieco subtelniej :)
Do tego dobrałyśmy komin Maylily- prezent ze Spotkania Mam Blogerek- Dziękujemy! 
Uwielbiam Lenkę w tym outficie :) Taka już duża z niej dziewczynka  :*






















Lenka ma na sobie:
sweter/ tunika- F&F
kamizelka- allegro
rajstopy- Calzedonia- outlet- 4,50pln!!!! :)
buty- Deichmann
beret- Zara
konin- Maylily
pasek- mama :)









czwartek, 26 września 2013

Teatr Kamishibai- rozwijamy wyobraźnię dziecka :)


Pogoda za oknem barowa. A, że z dzieckiem do baru wyjść nie można, a wieczory coraz dłuższe to dwoimy się i troimy by zorganizować sobie czas. Aby było przyjemnie, edukacyjnie, twórczo i wesoło. Przepędzamy nudę! To chyba dobry moment by przedstawić Wam Kamishibai. Teatr Kamishibai wydawnictwa TIBUM.
Nasz jest z nami już chyba od roku. Dla Lenki to jedna z większych atrakcji. Powiem szczerze: niedobra matka musi go ukrywać. W innym wypadku byłby miętolony od świtu do nocy :)
Pamiętam, że jako dziecko organizowałyśmy np. dla mamy na różne okazje przedstawienia z siostrami. Miałyśmy książkę ze scenariuszami, z podziałem na role, rozstawiałyśmy krzesła, wieszałyśmy na nim koc jako kotarę, i przy pomocy maskotek, pacynek i...palców odgrywałyśmy historyjki, które rodzice z zaciekawieniem oglądali. No przynajmniej udawali... ;P
Pewnie każdy z Was ma za sobą takie doświadczenia. Dlatego kiedy zobaczyłam pierwszy raz Teatrzyk Kamishibai z sentymentem wróciłam do "tamtych czasów", i oczyma wyobraźni ujrzałam, jak moja córcia odgrywa takie teatrzyki dla nas :)

Na początek może krótko czym jest Kamishibai. 
Kamishibai (jap. kami – papier, shibai - sztuka) oznacza teatr obrazkowy lub inaczej teatr ilustracji.
Jest to technika opowiadania, czytania wywodząca się z Japonii, wykorzystująca kartonowe plansze z obrazkami i tekstem (w przypadku wydawnictwa TIBUM - 37x27 cm) oraz drewnianą lub kartonową skrzynkę, – na wzór parawanu z teatrzyków marionetkowych - w której przedstawiane są kolejne fragmenty historii, bajki, opowiadania.


Teatrzyk składa się z "Magicznej Skrzynki" czyli parawanu, do którego wkłada się karty z obrazkami. Każda karta zawiera ilustracje z jednej strony, z drugiej natomiast małymi literkami napisany jest kolejny fragment bajki, który czyta "aktor", oraz mała czarno-biała wersja obrazka, który aktualnie widzą oglądający. Karty są ponumerowane tak, by tekst  tworzył całość. 
Teatr Kamishibai ma wiele form wykorzystania. Stopień trudności bajek przewidziany jest  dla różnych grup wiekowych. 
Nas urzekły już same ilustracje. Bo nie są to standardowe obrazki z bajek, mocno kolorowe, żeby nie powiedzieć pstrokate. Ilustracje pracują na wyobraźnię dziecka, a nawet dorosłych :) Teatrzyk mogą odgrywać nawet dzieci, które jeszcze nie czytają. Tak bawi się teraz Lenka. Opowiada jak potrafi, co widzi na obrazkach:" pieś, nie ma, deść, pak, pak, dzidzi płaczie, mama pacz, dzidzi boli"
Myślę, że taki teatrzyk będzie u nas dłuuugie lata w użyciu jako, że ma wiele opcji zastosowań. Dziecko może samo rysować ilustracje, co rozwija dodatkowo jego wyobraźnię i kreatywność. Samo może tworzyć swoją bajkę. Wydawnictwo ma w ofercie nawet specjalne szablony na których mogą powstawać Wasze bajki. Ale równie dobrze może to być pocięty bristol czy inny sztywny papier.  Można też używać pacynek, nawet tych najzwyklejszych na palce kupionych w Ikei za kilkanaście złotych :) Lub wykonać figurki z masy solnej, modeliny, nabijając je na patyczek do szaszłyków i używając jako pacynek. Można też zrobić ze skarpet własne pacynki :) A zabawa i czas spędzony z dzieckiem zapewne zaprocentuje. 
No i radość i uśmiech dziecka to rzecz absolutnie bezcenna... :) 













                                          
                                              teatrzyk- Wydawnictwo Tibum

poniedziałek, 23 września 2013

Suspenders for girls :)


 
Uwielbiam takie dni jak ten. Nawet Lenka ucięła sobie dłuższą niż zwykle drzemkę popołudniową.
 Trochę pozostając w nastroju świętowania urodzin Pana Taty, udaliśmy się na spacer i obiad poza domem. Lena jest przeszczęśliwa gdy ma obojga rodziców na wyciągnięcie ręki :)  A i my lubimy te momenty. 
Chwilo trwaj!!! :)
A dzisiejsza stylizacja to przede wszystkim wygoda, ale niekoniecznie taka piaskownicowa  z kategorii "NA WINIE" czyli "Co Się Nawinie";) 
Spodenki już jakiś czas temu dorwane w SH za kilka złotych. Same w sobie nic oryginalnego może nie mają, wiele takich szortów na sezon jesienno- zimowy można znaleźć m.in. w SH, te natomiast urzekły mnie swoimi szelkami. Do tego kamizelka z podszewką dokładnie w kolorze szelek. Zdecydowanie lubię tą stylówę i naszą Małą Księżniczkę tak ubraną. 
I jakby kto pytał- nie żal nam jasnych rajtów- mamy pralkę ;P 
Nie wiem jak Wam, ale mnie, patrząc na TAKĄ Lenkę zapachniało troszkę zimą...tą piękną, białą, świąteczną i RODZINNĄ....









 Lenka ma na sobie:
spodenki- SH/ Next
bluzka- Zara
kamizelka- F&F
buty- Zara
beret- Zara
rajstopy- Calzedonia
ocieplacze- H&M- (zeszły rok)
apaszka- SH