piątek, 31 stycznia 2014

Wesoło Nam... :P



A dzisiaj szybki spontaniczny post. Jeszcze w ten weekend obiecuję Wam post z udziałem Lenkowej Mamci. Matka i córka. Takie same. Dzisiaj pierwszy raz poszłyśmy na sanki. W tym tygodniu siedziałyśmy w domu z racji przeziębienia. Nic poważnego, ale dmuchałyśmy na zimne. Bo czeka nas zaległe szczepienie.  Ale nie o dzieciowych glutkach miał być ten post. Wkrótce bokiem wyjdzie Wam temat Bloga Roku, ale zanim to się stanie, to chcemy Wam bardzo podziękować. Tak, już teraz. Nie odbieramy Blogowego Oskara i raczej nie odbierzemy, ale właśnie teraz przekonujemy się czy nasza "praca" ma sens. Tak, bo prowadzenie bloga to ciężka praca wbrew pozorom. Ale praca z tych dających bezmiar satysfakcji. No tylko satysfakcja satysfakcją, ale robimy to teraz szczególnie dla Was. A, że dajecie odczuć, że rozgościliście się w naszym Blogowym Domu i całkiem się Wam tu podoba, to satysfakcja rośnie wprost proporcjonalnie. 

KAŻDEMU Z WAS Z OSOBNA I WSZYSTKIM RAZEM serdeczne dzięki. 

Sprawiacie, że żadne "hejty" nas nie wystraszą. Sprawiacie, że uśmiechamy się nawet wtedy, gdy łzy już płyną po polikach. Cudownie jest czuć, że w takim momencie jesteście z Nami.
Nie wyobrażacie sobie nawet jak bardzo motywujecie i jak sprawiacie, że serce roście...

I w sumie o podziękowanie Wam, a nie o stylizację chodzi, ale zobaczcie Lenkę w wydaniu super zimowym. Uwielbiam takie przypadkowe, na szybko przygotowane outfity :) I Lenkę w tych kolorach uwielbiam. I Was tyż ;P

A jakbyście chcieli zagłosować na wiecznie uśmiechniętą Lenkę, a jeszcze tego nie zrobiliście ( można wysłać tylko jeden SMS z jednego numeru!) to:
wyślijcie SMS o treści A00144 (A zero zero..) na nr 7122 koszt to jedyne 1,23zł :P
Nie zmarnujecie ani złotówki, bo całkowity dochód przeznaczony jest na Hospicjum dla dzieci osieroconych. 
Z góry DZIĘKUJEMY!!! :)



















czwartek, 30 stycznia 2014

A na dobranoc, "bajeczka" o spalaniu dzieci w komorach gazowych...

W sumie nie planowałam pisać posta w tym temacie.  Ale od kilku dni ( czyt.od momentu zakupu kolejnej partii literatury dla Lenki), ujrzałam tą właśnie książkę. 
I od tych kilku dni wciąż zastanawiam się: ja jestem mało tolerancyjna, zbyt troskliwa, może ograniczona nawet czy też podzielicie moją opinię. 


Otóż dokładnie na dziale z bajeczkami dla dzieci, wpadła mi w ręce książka o jakże wdzięcznym tytule: "Dym". Pomyślałam, że to wersja "Strażaka Sama" tyle, że pięknie zilustrowana, która w oryginalny sposób pokazuje jak nie należy postępować z ogniem, że ogniem zionie tylko Smok Wawelski, i nie należy podejmować takowych prób w domu. Okładka zachęcająca, jako jedna z niewielu książek dla dzieci, która nie powala soczystymi barwami, dziwnymi stworkami, czy postaciami z bajek. Więc zaglądnęłam głębień. Lenka biegająca koło nogi, i tworząca własną biblioteczkę, układając ją równiutko na ziemi, nie pozwoliła początkowo "wejść" w świat "Dymu". Więc wzięłam ją na kolana i zapytałam czy chce taką książeczkę: "NIE!" Odrzekła i zaczęła oglądać wybraną przez siebie bajkę. I dzięki Bogu. Choć pewnie by jej nie zrozumiała i tak. Dopiero kiedy się wczytałam w tekst, a jest go bardzo niewiele, po kilka wersów na stronie...odpadłam. Wybaczcie! Nie potrafię zastąpić tego słowa innym. Skąd moja reakcja?

 
"Dym" to piękna opowieść o Holocauście. A dokładniej o małym chłopcu, który stał się jego "częścią". Wszystko w tej historii jest nie takie, jak powinno być w życiu małego chłopca. Dom, który nie przypomina ciepłego, błękitnego kąta wyrytego w pamięci dziecka. Pociąg inny, niż te, którymi jeździ się na wakacje. Lekarz, który nie pomaga, choć przecież powinien. 
Tekstu jest w tej książce bardzo mało. Więcej mówią ilustracje. A najwięcej nasza wyobraźnia. Bo "Dym" sprawia, że nie zapominasz o nim po zamknięciu książki. Przyznam szczerze, że żadna lekcja historii, żadna lektura traktująca o wojnie, wystawy muzealne, nie uderzyły mnie tak bardzo. 


 A wszystko to "zasługa" Joanny Concejo- Polki, którą do współpracy zaprosiło hiszpańskie wydawnictwo OQO. Ilustracje powalają, uruchamiają wyobraźnię, pokazują nam Holocaust nie jako, daty, wydarzenia, teorie z tamtego okresu, a jako codzienność, która była również udziałem dzieci. 

   

Przeczytajcie co mówi sama autorka na temat tworzenia ilustracji: 

>> Dym to trudna lektura, trudno także było zrobić ilustracje do tej książki. Gdy dostałam od hiszpańskiego wydawnictwa OQO propozycję z tym tekstem, od razu wiedziałam dwie rzeczy - będzie ciężko, ale nie mogę odmówić. Projekt był po prostu zbyt ważny, żeby powiedzieć nie. Otwierała się nowa kolekcja pod nazwą ''Contextos'', w której miały znaleźć się książki-świadectwa. Mowa w nich o trudnych, bolesnych zdarzeniach ze światowej historii. Książka Dym miała być pierwszą w tej właśnie kolekcji. Wydawcy zależało, żeby nic nie ułatwiać i nie kryć za metaforą. Przynajmniej nie za bardzo.

Sama praca nad story-boardem trwała długo. Każdą ilustrację trzeba było uzasadnić, przedyskutować z autorem i wydawcą. Chyba najwięcej dyskusji było wokół ostatniej strony książki. Trzeba było pokazać śmierć. - Bez ogródek- powiedział wydawca. Długo się wzbraniałam, proponowałam rożne rozwiązania, nie chciałam zakończyć książki tak czarno. Ale tak chyba było trzeba.

Szukałam tez cały czas nawiązań do prawdy historycznej, a to oznacza zagłębianie się w dokumenty z czasów, z obozów koncentracyjnych - w zdjęcia, filmy. Atmosfera powstania tej książki była naprawdę ciężka.

Już same ilustracje końcowe zrobiłam dość szybko. Może chciałam spędzić nad nimi jak najmniej czasu… Na koniec byłam wyczerpana i trochę rozbita. Miałam duże trudności z zaczęciem następnej książki. Potrzebowałam czasu, żeby odreagować.<<



Czy warto kupić "Dym"?

TAK! Ale nie dla malucha. Bardziej dla siebie lub dziecka, które już uczy się o Obozach Zagłady na lekcjach historii. Bo temat zapewne wróci. Dziecko niewątpliwie zapyta któregoś dnia, co to te Obozy Zagłady, i co działo się z ludźmi, którzy do nich trafiali. Dla dziecka te fakty mogą być bardzo trudne. A dla nas rodziców tłumaczenie ich w delikatny sposób- aby nie przerazić dziecka- nie lada wyzwaniem...
Ciekawa jestem Waszego zdania... Mnie "Dym" od kilku dni wciąż "gryzie" w gardło...






wtorek, 28 stycznia 2014

DIY- TIPI czyli jak w łatwy sposób "wyprowadzić" dziecko z salonu do swojego pokoju :D



 Kochani,
dopytujecie  się jak zrobić TIPI i choć napisano już na ten temat wiele, ja podaję swój "przepis". Ale by się nie powtarzać, ograniczę się do przekazania Wam najistotniejszych informacji, takich dla całkowitych krawieckich laików. Tak, tak. Bo ja do nich należę. Otóż nasz namiot to pierwsza rzecz jaką uszyłam w życiu. Nie licząc obszycia czterech boków tkaniny jako obrus na domowe urodziny Lenki. Powiem szczerze, że "używanie" maszyny wydawało mi się łatwiejsze kiedy tylko patrzyłam jak ktoś szyje. Tak więc pierwsze szwy po śladach węża prowadziły. Ale w sumie efekt chyba nie jest najgorszy skoro Lenka coraz częściej przesiaduje w swoim pokoju bawiąc się właśnie w swoim TIPI.

Na rynku jest dzisiaj wiele firm, które szyją TIPI, wigwamy, namioty. Bo nazw mają one wiele. Można przebierać i wybierać bez końca. Kolory, tkaniny, dekoracje. Piękne dzieła sztuki powstają np w wykonaniu Haart. Jeśli nie macie zacięcia, zdolności, czasu, u nich ( a właściwie u niej:) zapewne znajdziecie coś pięknego. Ja właśnie TAM podpatrzyłam pomysł na piękne Tipi z koronki. I zamarzyłam o własnoręcznym wykonaniu takowego dla mojej ukochanej córci. Bo taka już jestem. Mocno sentymentalna. I pewne rzeczy mają dla mnie większe znaczenie jeśli dodamy do nich troszkę wkładu emocjonalnego. Troszkę serca. Pracy. Wysiłku. A czasami i kilka Q... jeśli coś nie idzie :) Ale jaka radość później...

Tak więc zabrałam się do szycia TIPI, nie mając pojęcia o krawiectwie. I pewnie gdyby nie pomoc Pana Taty w wyliczeniach nie dałabym rady. Tak, tak. Całkiem niezły z Niego krawiec ;) Ogólne wskazówki itd znajdziecie zapewne na wielu stronach. Ja podzielę się z Wami tym, czego sama nie znalazłam. Poza tym nie każdego stać na kupno gotowego tipi, a robiąc samemu możemy sporo zaoszczędzić (pomijając czas :) Znajdziecie tutaj tanią opcję wykonania tipi :)

A teraz przepis, czyli o czym nie należy zapomnieć:

Składniki:
  • 3,4 LUB 5 KIJKÓW- w zależności od pożądanej wielkości tipi. Jeśli macie małą przestrzeń do zagospodarowania, polecam raczej mniejszy namiot z 3 niż 5 kijków. 
RADA: w każdym sklepie budowlanym na dziale z łopatami, grabiami itd.można kupić zaokrąglone kije, takie wymienne do łopat właśnie. 1 szt. kosztuje ok. 10-13zł.
My znaleźliśmy nasze, na dziale z listewkami, ok. 4zł za szt. Różnicy nie ma żadnej. Poza ceną oczywiście.


  • TKANINA-  w zależności od rodzaju namiotu, czy chcecie kolorowy czy klasyczny biały do którego "dorobicie" dodatkowe dekoracje. Ja chciałam zrobić namiot biały, aby pasował przy ewentualnej zmianie wystroju pokoju Lenki ( TAK! praktyczna też jestem do bólu!)
RADA: jeśli chcecie uszyć namiot z dodatkiem koronki, może Was zaskoczyć jej cena. Polecam poszukać w domu starej niepotrzebnej już firanki lub tak jak my, zakupić w IKEA firanki za ok. 40zł.
  • SZNUREK- do związania kijków, w których uprzednio Tatuś przewierci dziury.


  • NICI, IGŁY, TASIEMKI, MATERIAŁY DO EWENTUALNEJ DEKORACJI



Wykonanie:
1. Wycinamy "trójkąty" pożądanej wielkości, u nas dół po zszyciu ma 125cm, na górze to ok.10-12cm.

RADA: pamiętajcie, by dodać bezpieczną szer.na zszycie, dla profesjonalistów pewnie cm na każdym boku, dla laików ze "czy" ;P Wąż przecież nie chodzi "wąsko" :D

2. Niby łatwiej jest uszyć Tipi bez tuneli, natomiast ładnie naprężony i stabilniejszy będzie on jeśli ze śpiewem na ustach lub kilkoma wyżej wspomnianymi Q...doszyjemy tunele. Można to zrobić na dwa sposoby.
  • przeszyć z dwóch stron na szerokość kija jak tu:
foto: mama-granda.blogspot.com

lub:
  • tak jak ja zrobiłam czyli dociąć wąskie paski materiału o szerokość kija (plus zapas na obszycie) i doszyć do zszytych uprzednio wszystkich "kątów" namiotu (w miejscu szwów)
Taki sposób jest też dobry jeśli wydało Wam się w szale tworzenia, że bez tuneli namiot będzie leżał równie pięknie co z nimi, pamiętajcie: zderzenie z rzeczywistością może być bolesne :)

RADA:
zaczynajcie szyć wszystkie tunele od dołu, jeśli coś wyjdzie nierówno, łatwo wywiniecie nadmiar materiału na szczycie lub nierówności i podszyjecie do środka.  

Jeśli zdarzy się, że na górze namiot jest zbyt szeroki i spada z kijków, możecie zszyć kawałek materiału na zakładkę.
Pamiętajcie by możliwie zaoszczędzić sobie pracy, spróbujcie ciąć materiał wzdłuż szwów i gotowych wykończeń np. w firankach. U mnie falbanki firan stały się dodatkową dekoracją. A dołu wcale nie musiałam obszywać. 













Jeśli coś jest niejasne, potrzebujecie pomocy przy swoim DIY, piszcie śmiało. Wytłumaczę jak krawiecki laik laikowi. 

Uwierzcie mi! Nie ma chyba dziecka, które nie marzy o takim "bunkrze". Ja uwielbiam nachodzić Lenkę w jej pokoiku, i podglądać jak siedząc w swoim "domku", do którego sama wciąga kuchnię(!), rozmawia z Misiami, Królisią, siada w fotelu i kołysze do snu swoje przytulanki. 
A później piecze pierniczki, przygotowuje kawkę i zaprasza mnie na ucztę. 

Już wkrótce pokażemy cały pokoik, nie znaleźliśmy jeszcze wprawdzie tego jedynego łóżka, brakuje kilku akcentów dekoracyjnych, i "dojrzałej" już pościeli, ale uwielbiamy pokoik Lenki obie. Ona spędza tam coraz więcej czasu w ciągu dnia, znika na dwie godziny bawiąc się w najlepsze, a ja złapałam się na tym, że każdego dnia zanim wejdę do sypialni ( Lenka śpi nadal u nas :), zaglądam do jej pokoju, bo tam odpoczywam. Tam się uśmiecham...






















czwartek, 23 stycznia 2014

Let it snow... :)



Każemy Wam ostatnio czekać na kolejne posty, ale niestety pogoda nie ułatwia, a z tak małym bąblem ciężko wybierać się na zdjęcia, kiedy mokro, szaro i buro.  Ale ponieważ jest Was coraz więcej ostatnio i coraz częściej zaglądacie na bloga ku naszej uciesze to robimy co w naszej mocy. Chcemy Wam pokazywać nie tylko płaszczyki i kurtki czyli tzw okrycia wierzchnie, ale i to co pod nimi. Jeśli znacie ciekawe miejsca (pod dachem) w Krakowie, w których można obfotografować ruchliwą dwulatkę, tak by nie patrzyli na człowieka jak na wariata to piszcie, proszę :)
Ale wróćmy do stylizacji, bo czekaliście na nią już dni kilka :)
Całkiem niedawno jak zapewne pamiętacie, do wygrania w naszym konkursie były 2 bony po 100zł na ubranka SAPA. Kto brał w nim udział,  zapoznał się z kolekcją tej nowej marki. Dzisiaj my prezentujemy Wam sukienkę z kolekcji SAPA.
SAPA to nie tylko niebanalne ubranka, cudowne kroje ( a odkąd zaczęłam dudrać na maszynie tym mocniej oddaję hołd tym, co to kroić tkaniny potrafią pięknie) dobre gatunkowo tkaniny, koronki, żakardy, to nie tylko dokładne wykończenie, ale i człowiek. Jeszcze o Niej usłyszycie. Bo utalentowana jest niemiłosiernie. Bo kocha to co robi, co widać gołym okiem. Bo pracowita jest. I skromna do tego. Dla Was również skroi piękne ubranka, a jak będzie trzeba to spruje i uszyje od nowa. Zobaczcie zresztą moją Małą Gwiazdę. Prawdziwa dama w tych koronkach. Osobiście nie mogę się już doczekać "kolekcji wiosennej" ;)

Na tą stylizację czekaliście długo, bo nie mogłam dobrać do niej nakrycia głowy. Tym razem miałam wizję całości, natomiast niestety na tak małą główkę nie byłam w stanie kupić czapki, o jaką mi chodziło. Lenka jest naprawdę drobniutka, i wciąż pojawia się ten problem. Ostatecznie padło na opaskę. W sumie zakładałam ją Lenie jako "komin" na szyję. Chciałam go nawet przerabiać, przeszywać na maszynie, ale ostatecznie okazało się, że świetnie sprawdził się jako nakrycie głowy. Przerobiliśmy też  z pomocą Babci płaszczyk z kapturem, który już widzieliście TU
Po pierwsze nie pasował mi do tej stylizacji kolor podszewki kaptura ( wiem, wiem- korba!) A po drugie kaptur sam był trochę zbyt "sportowy" jak na tą sukienkę. Tak więc płaszczyk przerobiony. Kaptur mamy teraz dopinany :)
Ten outfit too mój najnowszy nr 1 :D  Lenka przypomina mi jakąś rosyjską dziewuszkę. Albo Basię z "Pana Wołodyjowskiego" :)
I nawet oczy jakieś takie większe jeszcze w tym ubraniu...
Obrzydliwie nieskromna będę: Lenka wygląda tak potwornie ładnie! ;D















Lenka ma na sobie:
sukienka- SAPA do kupienia bezpośrednio u SAPA lub np. TU lub TU
płaszczyk, opaska- F&F
buty- Zara
torebka- Reserved Kids
rajstopy- Calzedonia (outlet)
szal- H&M
rękawiczki- Pepco











***post sponsorowany