piątek, 14 lutego 2014

Pan Żul ma więcej kultury...czyli moda na chamstwo

Od kilka dni noszę się z zamiarem napisania tego posta. 
W sumie sprawa błaha, normalna, codzienna. Pewnie niejedna ciężarna, niejedna matka już psioczyła na to.
Ale tak się zastanawiam:
DLACZEGO PAN ŻUL MA W SOBIE WIĘCEJ KULTURY NIŻ WIELU Z NAS?!

Czego się czepiam?
 Przypominają mi się trzy sytuacje. Ba! Trzy to ja może opiszę, bo było ich już mnóstwo podczas mojego krótkiego- nie tylko macierzyństwa, ale i stanu zwanego błogosławionym ( kto go tak nazwał? Błogosławiona jest ciężarna, która w cierpliwości znosi brak kultury bliźnich, a nie TEN stan).

SYTUACJA numero uno
 
Jadę sobie środkiem komunikacji miejskiej, przez Europejską Stolicę Kultury z roku bodajże 2000. Siódmy miesiąc ciąży. Upał. Dla mnie odczuwalne 60 stopni ciepła. Jadę ja sobie na spotkanie z siostrą. Czeka na mnie w okolicach Rynku Głównego. Kilka przystanków wcześniej czuję, że robi mi się gorąco. Po kręgosłupie płynie strużka wody. Chwytam się kurczowo poręczy w nadziei, że zawisnę na niej i nie padnę. Autobus pełen ludzi. Godziny szczytu. Studenci. Młodzież. Przyszłość naszego narodu. Są i Ci w średnim wieku, i starcy. Widzę, że patrzą na mnie. Sunę jak najbliżej drzwi, w nadziei, że jakiekolwiek powietrze przez szczeliny się przedostanie. Nikt nie raczy zwolnić mi miejsca. OK. Brzuch mały podobno aż do porodu, ale lato, upał, lekkie ubranie nie zakryje drugiego człowieka, którego noszę pod sercem. Widzę światełka, gaśnie, zapala się, gaśnie. Kilka przystanków dalej orientuję się, że padłam. Nagle pięć miejsc się zwalnia. Ale to mój przystanek:" Odwieźć Panią do szpitala? Zadzwonić po pogotowie? " Nie, dziękuję. Wystarczyło tylko zwolnić miejsce. 

Następnym razem od progu będę krzyczała:" mdleję!#@!" Lub odegram niczym najlepsza aktorka scenkę z osuwaniem się na ziemię... 
No tak: brak tytułu Europejskiej Stolicy Kultury w 2011 roku zwalnia nas z przykrego obowiązku bycia kulturalnym...

SYTUACJA numero due

Ta sama Europejska Stolica kultury rok później. Zakochana po uszy w moim nowo narodzonym Cudzie, w ramach Attachment Parenting, które z zaangażowaniem wcielam w swoje macierzyństwo, od pierwszych jego chwil, pędzę właśnie na zajęcia z Baby Jogi, Tańca w chustach, niosąc tuż przy sercu moje dziecię zachustowane. Dziecię śpi, wtulone we mnie, jakby wsłuchiwało się w rytm serca, który tak doskonale zna z okresu, w którym czuło się tak bezpiecznie...I z tegoż cudownego snu, wybija je nagle wrzask kobiety, w wieku mojej mamy, która to przez całą ruchliwą ulicę wrzeszczy, że opieka społeczna powinna mi dziecko odebrać, że kręgosłup mu rujnuję, że zabiję tym dziecko, że uduszę, że garbate, koślawe i upośledzone umysłowo będzie. Ludzie patrzą. Czuję, że czerwienię się jak burak. Nie wiem ani co powiedzieć, ani co pomyśleć, ani jak ruszyć się z miejsca. Ludzie patrzą dalej. Ja- zazwyczaj wygadana- nagle stoję jak słup soli, nie potrafiąc wydusić z siebie słowa. 

Następnym razem zwyzywam od najgorszych starszą Panią, z przykazaniem, aby zaglądnęła do własnych garów.
Stolica Kultury Europejskiej...

SYTUACJA numero tre

Kolejny rok później. Jadę z wciąż jeszcze małym dzieckiem okrytym złą sławą środkiem lokomocji miejskiej. Stoję na przystanku, obok mnie około 15-tu osób. Schody. Zbyt wysokie bym mogła jak zawsze, sama wnieść wózek. Ale nie mam wyjścia. To już trzeci tramwaj, który przepuszczam, licząc na to, że choć jeden będzie miał podjazd dla wózków. Chwytam więc wózek jak mogę, wciskając się do tramwaju. Dziecko o mały włos nie wypada mi z wózka. Na górze w tramwaju stoi kilka osób. Młodych mężczyzn. Dziewczyny. Panowie. Nagle przez nich przedziera się staruszka. Nie wiem jak mnie dojrzała. Chwyta wózek jak potrafi i wciąga go do tramwaju. Drżę cała, czy owa Pani zaraz nie zemdleje. Nie wiem o kogo bać się bardziej: o Lenę, czy o staruszkę. Wszyscy stoją nadal. Zero reakcji.
Wracam do domu. Tramwajem. Ta sama sytuacja. Wysiadka z tramwaju. Robię podchody do wózka. Jak go chwycić, aby dziecku nie zaserwować bliskiego spotkania trzeciego stopnia z betonem lub co gorsza torowiskiem. Nikt się nie rusza. Nagle gdzieś ze środka tramwaju podrywa się PAN ŻUL. Świadomie piszę PAN. Świadomie z dużej litery. Bo niestety w naszym kraju Pan Żul ma w sobie więcej kultury niż panicz w sile wieku...

Następnym razem nie ustąpię nikomu miejsca. Przejadę po stopach tego, kto zajmuje zarezerwowane dla wózków miejsce. Lub na cały tramwaj krzyknę, czy nie ma w nim nikogo kulturalnego.
Stolica Europejskiej Kultury...

Taką oto lekcję kultury otrzymuję każdego dnia. Czy takiej kultury mam nauczyć moje dziecko, by nie było jak to ciele? "Każdemu ustąp, choć Tobie nikt ustąpić nie zechce"?

PAN ŻUL ma więcej kultury...




23 komentarze:

  1. jak to mawia moja znajoma "sa ludzie i parapety"
    teraz wszyscy maja klapki na oczach, znieczulica i tyle

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie i błędne koło się zatacza niestety... :/

      Usuń
  2. Wiem coś na ten temat.. Niestety i u nas tak jest, z autobusem sytuacja zdarzyła mi sie taka sam, miesiąc ciąży 8, autobus pełen moich znajomych ze szkoły jednakże nikomu dupy się nie chce ruszać żeby ustąpić miejsca dopiero gdy zauważa jedna starsza Pani, że słabo mi się robi to ustąpiła mi miejsca!! Sytuacja z wózkiem zdarza mi się też ciągle, niestety nie mam auta i do lekarza jeżdżę autobusem, mąż nie zawsze może jechać ze mną bo pracuje więc wnoszę sama wózek ważący 10 kg wraz z dzieckiem ważącym 10 kg :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emerytura w wieku 45 lat nam się powinna należeć ;P A lata macierzyństwa powinny się liczyć 4-krotnie ;P

      Usuń
    2. Dobrze że na studiach mialam na prawdę fajnych ludzi :) Bogu za nich dziękuje bo mi pomagali jak mogli :) na dodatek mogłam liczyć na bonusy ;)

      Usuń
  3. Co tu komentować prawda jest taka, że prędzej ustąpi ci miejsca osoba w twoim wieku o ile w ogóle... niż jakiś panicz co to ze wsi na studia do miasta przyjechał (nie obrażając mieszkających na wsi). Jak widzę te paniusie co wożą torebeczki wielkości komórki na kolanach to mi się słabo robi, albo starsze panie co im się zakupy tak zmęczyły ze muszą koniecznie siedzieć. Pracowałam przez chwile jako niania i o zgrozo zdążyło mi się wsiąść dwa razy z dzieckiem do autobusu... jakaś porażka. Wstyd mi za tych ludzi. I ciesze się ze rodzice wychowali mnie inaczej ale już się nauczyłam asertywności, z reszta codziennie uczy mnie jej moja teściowa, która powiedziała że tyle chamstwa w okół, że ty dziecko siedź spokojnie bo jakby przyszło co do czego to tobie nikt miejsca nie zrobi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie od dziecka uczyli:" masz ustąpić miejsca, przepuścić w kolejce w przejściu gdziekolwiek. Bo jaka Ty będziesz tak i Tobie. A tu kurde o dupę rozbić taką prawdę. Już widzę moją starość. Lepiej nie wychodzić z domu. No chyba, że wychowamy nasze dzieci na dobrych ludzi...

      Usuń
    2. Mnie wychowano tak samo a ja tak wychowałam Tosie i teraz serce mi ściska ze strachu czy ona sobie w tym świecie poradzi czy jej nikt krzywdy nie zrobi... bo jest taka "niedzisiejsza" nadwrażliwa, rządna jasnych zasad i sprawiedliwości... mnie życie nauczyło asertywności i ją pewnie też nauczy... strasznie to przykre,że ten świat jest tak poukładany, że dobre wychowanie jest rzadkością i niejednokrotnie słabością...

      Usuń
  4. też wiele razy się spotkałam z takimi ludźmi. Jednak równie często mogłam liczyć na pomoc życzliwych obcych. także całkiem wiary nie straciłam. I teraz sama też przepuszczam jak widzę ciężarną miło jest zobaczyć jak się uśmiecha że ją wyzwoliłam i wzmocniłam Jej wiarę w społeczeństwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie...ja ciele niestety jestem, bo nadal ustąpię, nadal przepuszczę. Tak mnie (nie)stety wychowali rodzice. Już sama nie wiem...

      Usuń
  5. Oj, doskonale Cię rozumiem i nie rozumiem całej reszty.....
    miałam podobną sytuację do Twojego numero uno : Tylko ja 9 miesiąc ciąży, brzuch wielkości solidnej dyni, upał, nogi spuchnięte i gramolę sie do tramwaju w mieście, które będzie Europejską Stolicą Kultury za 2 lata, a innymi drzwiami wpada młodzieniec i bach, tuż przede mną na ostatnie wolne miejsce i od razu gapi sie w okno...miejsca ustąpiła mi starsza pani, na szczęście.....
    A co do wózków i tramwajów to starałam sie nie jeździć, miałam traumę. mojej znajomej jak wysiadała z tramwaju motorniczy zamknął drzwi i wózek pojechał a ona krzycząc biegła za nim z dobry kilometr. W środku był ktoś kto chciał jej pomóc ten wózek wystawić i on wysiadł z nim na następnym przystanku, ale dziewczyna dostała strasznej histerii, ja się poryczałam jak to usłyszałam :(
    Ale wydaje mi się, ze jest tak dlatego, że obecnie ludziom się wszystko należy i wszystkiego są warci. Reklamy tego typu bombardują nas od najmłodszych lat, więc to JA jestem najważniejszy, najbardziej zmęczony itp bo jesli jeszcze rodzice nie poświęcają dziecku czasu, nie tłumacza mu wszystkiego, nie rozmawiaja z nim to niestety tak to się kończy : Ja czyli pępek świata :(
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło matko! no też bym traumę miała, bo ja schizol na punkcie Lenki jestem nie z tej ziemi... Life is bardziej brutal niż się może wydawać...:(

      Usuń
  6. Kochana, ile ja tego typu sytuacji moglaby opisac...chyba ksiazka by powstala ;) Srodki komunikacji meijskiej sa najlepszym przykladem na to, ze ludzie to chamy i prostaki - oczywiscie nie wszyscy, ale wiekszosc. Kiedy wchodzi kobieta w ciazy, z dzieckiem na reku, czy tez z wózkiem, nagle wszyscy cos czytaja, na cos patrza... jednym slowem sa glusi i slepi ;/ Kiedys wracalam z córka od lekarza i odpadlo mi kólko z wózka, kiedy poprosilam przechodzacego chlopaka o pomoc, odp.: ''To nie mój problem''. Kolejna sytuacja, podobna do Twojej... wchodze do tramwaju z wókiem, po schodach... do tej pory nie wiem jak udalo mi sie to zrobic, bo mam tylko 160cm i waze 45kg, wiec cudem nie zapadlam sie pod ciezarem wózka...ale nie o tym... tak wiec wchodze po schodach, a starszy pan, na mój widok skomentowal: 'Za moich czasów kobiety wnosily wózek i zakupy na 4 pietro i zadna nie narzekala'', wiec odp. 'No wlasnie kobiety wnosily. Ciekawa jestem gdzie podziali sie dzentelmeni, którzy by im w tym pomogli'' - staruszek juz nic nie odp. Ost. sytuacja, dosc czesta, to byly komentarze na temat mego wygladu. Mam 30 lat, ale z racji tego, ze jestem filigranowa osoba i zaraz po porodzie ubieralam se sportowo, duzo osób uwazalo, ze jestem nastolatka, takze czesto slyszalam uwagi typu: ' Do czego to dochodzi ,zeby dzieci rodzily dzieci', 'nawet szkoly nie skonczyla, a juz dziecko ma i co ona mu zapewni' - najczesciej oczywiscie tego typu teksty lecialy z ust starszych osób. No ale cóz, nauczylam sie zagryzac zeby, juz raczej nie przemilczam, tylko szybko sie odgryzam równie cieta uwaga... Poza tym zauwazylam cos jeszcze od kiedy wyprowadzilam sie z PL tego typu sytuacje prawie sie nie zdazaja. Pamietam, kiedy w ciazy chcialam schowac bagaz do luku bagazowego w samolocie, odrazu jakis pan (ok 50tki) zaproponowal mi swoja pomoc, pózniej inny zniósl mi bagaz i zap. czy czegos jeszcze potrzebuje. Kiedy lecialam do PL, równiez w ciazy, zap. jakiegoz mezczyzny, czy pomoze mi z bagazem, odp. ze on mi dziecka nie zrobil... pomogla mi mloda kobieta, która pow. ' itamyw PL, tu wiekszosci ludziom kultura jest obca' ;) Wiem, ze to nie wynika z kraju, tylko z mentalnosci ludzi. Jedynym sposobem na to, to tak jak napisalas, trzeba przejechac wózkiem po stopach i o wszystko walczyc hehe A na chamstwo odp. chamstwem ;) Pozdrawiam / Ewa

    OdpowiedzUsuń
  7. Taak,bardzo dobry post tylko szkoda,że nie wszyscy go przeczytają...może czegoś by się nauczyli na przyszłość...
    Ja też jak chodziłam na badania w ciąży to bardzo drażniła mnie jedna dziewczyna-też brzuchatka....Zawsze na badanie przychodziła ze swoim chłopakiem i jeszcze z jego siostrą (jakby mogła,zabrała by każdego)...Nie dość,że krzesełek pod gabinetem tyle,że można policzyć na palcach jednej ręki to jeszcze ona zawsze kogoś ze sobą ciągała i zajmowali krzesełka podczas gdy inne brzuchatki ( w tym ja) stali z wielkimi brzucholcami lub oblegiwali całą podłogę pod gabinetem,zaduch straszny gdyż to był czas letni...Czasami miałam ochotę sprzedać im kopa w du*** zwłaszcza temu chłopakowi...jaka to szkoda,że faceci-cwaniaczki nie chodzą w ciąży...

    http://alankowosz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja na panią, która właśnie podobną scenę mi urządziła, gdy Płaczolinę w nosidle Tula wiozłam autobusem, zwyczajnie się wydarłam. Wydarłam się, że o moje dziecko i w dupie mam (dosłownie tego słowa użyłam) co ona ma do powiedzenia.
    Polecam.
    Niestety ciężarne i matki w Polsce są zawsze na cenzurowanym. Cięty język jest nieodzowny.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakby to moje wspomnienia były z tejże samej Europejskiej Stolicy Kultury... Dodam jeszcze kościół, gdzie nawet na tydzień przed porodem, pod koniec maja, nikt mi miejsca nie ustąpił i żeby nie paść siadałam na schodach (U Dominikanów), a mąż pomagał mi się pionizować, kiedy trzeba było wstać. Szoku kulturowego doznałam poruszając się z półroczną córeczką po Berlinie. Nauczona "kulturą" Krakusów nie liczyłam na czyjąkolwiek pomoc, a tam - każde schody, każde drzwi sklepowe (o komunikacji miejskiej nie piszę, bo wszystkie autobusy/tramwaje/metra/kolejki są łatwo dostępne dla wózków) itd. zawsze pomoc ludzi, bez kurtuazyjnych pytań, bez wahania i czekania czy sobie poradzę. Jedyne 600km od Krakowa, ta sama Europa, a inny świat.

    OdpowiedzUsuń
  10. Popełniłam niegdyś post na podobny temat... Było o kasach pierwszeństwa, w ktorych tego pierwszeństwa domagać się należy, aby było udzielone, było o zajmowanych przez niedzieciatych miejscach parkingowych dla rodzin... Masakra jest z tym. Ja jestem pyskacz, dlatego wszędzie domagałam się swojego i domagam się do dziś - a jeśli chodzi o wózek to na bezczelnego proszę zawsze jakiegoś faceta o pomoc przy włożeniu, wyjęciu wózka z tramwaju. NIGDY nie odmawiają, choć miny bywają różne ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przecież ciąża to nie choroba, tak usłyszałam kiedyś od młodej osoby, starszej pani i innych. Przecież młoda jesteś i możesz stać w autobusie, to nic , ze krzyże bolą Cię tak, ze zaraz zemdlejesz i masz uczucie takiego nacisku w "dół", ze dziecko zaraz Ci wypadnie. Ja tak miałam w ciąży. Tu wyglądałam kwitnąco, jakbym góry mogła przenosić, zadbana, umalowana, ale to, że cieżko mi było i krzyże bolały gorzej niż niejedną staruszkę nikogo nie obchodziło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano właśnie, bo najgorsze jak matka wygląda dobrze w ciąży, tzn że nic nie boli, nic nie doskwiera, nic się nie należy. Targaj kobieto ten brzuch....

      Usuń
  12. Sytuacja z poręczą-Nie jesteś niewiadomo jaką księżniczką aby wszyscy na ciebie patrzyli i dowiadywać się o tym, że jesteś w ciąży z gazet. Jak nie powiesz na głos, że się źle czujesz, bo jesteś w ciąży to myślisz, że od razu ktoś to wydedukuje....Problem tkwi w tym, że to ty się boisz zapytać żeby było ci lepiej, a nie problem w ludziach.

    OdpowiedzUsuń
  13. Taaa pamiętam to!! :/ Tragedia!! :/

    OdpowiedzUsuń