czwartek, 26 czerwca 2014

Nie dziel się kochanie zabawkami czyli jak nie zrobić z dziecka ciumry...



Przyglądając się dzieciakom na placach zabaw, w piaskownicach, w przedszkolach, czy wszelkiego rodzaju "bawialniach" ze szczególną ciekawością obserwuję moją córkę.


Lena jest moim pierwszym dzieckiem, długo wyczekiwanym i bardzo chcianym. Chcę dla Niej jak najlepiej o czym już pewnie wiecie. Wychowywana jak jedynaczka, całe dnie spędza ze mną, choć dzieci koło Niej sporo. 
Chcę dla mojego dziecka tego co najlepsze ( również w kwestii socjalizacji). Czyli czego?

Ja- zawsze przepraszałam, że żyję. Wstydziłam się. Krępowałam. Gdy ktoś okazywał mi dobroć zwykle ryczałam. Gdy ktoś chciał mi wyświadczyć przysługę, odmawiałam. Szczególnie tym, z którymi nie byłam zbyt blisko. Gdy znajomi chcieli podwieźć do domu, zawsze najpierw pytałam, w którym kierunku jadą, i pozwalałam się podwieźć tylko do miejsca, gdzie nasze drogi rzeczywiście się łączyły. Czasami bliżej było mi podjechać autobusem, ale nie chcąc robić przykrości, wysiadałam kawał drogi od domu i dreptałam na nogach, osiedlowymi dróżkami.Nie wiem jak było, gdy byłam w wieku Lenki. Ale to co pamiętam, to absolutny brak asertywności, brak walki o swoje. Co w dalszym rozwoju przeobraziło się w skąpstwo, może nawet egoizm. Bo o swoje zawalczyć nie potrafiłam. Jeśli ktoś zabrał mi zabawkę, to po prostu byłam smutna. Nawet jeśli to była moja zabawka. Nie odebrałam jej "złodziejaszkowi" tylko zamykałam się w sobie. Byłam jak to ciele bite na niedzielę. Z biegiem lat, próbowałam walczyć jakoś o swoje. Nadal jednak nie potrafiłam powiedzieć:" zostaw, to moje. Oddaj!" Jedyne co udawało mi się w tej walce o MOJE ( którego nawiasem mówiąc nie miałam wiele), to...chować, ukrywać, nie pokazywać, nie dzielić się. Wtedy nikt nie mógł mi TEGO zabrać. 
Oczywiście trochę ubarwiam. Trochę może wyolbrzymiam. Choć wiem, że tak naprawdę każdy jest trochę egoistą. Jeden nie dzieli się zabawkami i batonikami. Inny uczuciami. Jeszcze inny sobą.

Dzisiaj jestem Matką. Wiele złych cech i nawyków mi zostało z tamtego okresu. Wiele też się zmieniło. Że mojemu dziecku jestem w stanie oddać wszystko. Nie tylko dobra materialne, ale i zdrowie i życie własne, to chyba żaden wyczyn.
Ale ja muszę jej dać więcej. Muszę nauczyć ją radzić sobie w takich sytuacjach, w których sama sobie nie radziłam.

Jeszcze kilka miesięcy temu, z przerażeniem obserwowałam moje dziecko, które stoi jak cielątko, gdy ktoś je popycha lub przewraca.  Widziałam tylko tą piekielnie bolesną dla Matki minkę, w której usta układają się dosłownie w podkowę... I tylko cichutkie łkanie było słychać, tak jakby Lenka wstydziła się rozpłakać z takiego powodu. 
Przytulałam, całowałam, łkałam niemalże z Nią i wiedziałam, że coś z tym muszę zrobić.

Za chwilę Lenka stanie się przedszkolakiem. 
Moje dziecko przechodzi proces socjalizacji, który potrwa jeszcze wiele lat.

Dzisiaj przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku dni. 
Siedzimy z PT i Leni w restauracji. Stolik obok rodzinka: mama, tata, córka (ok.5-6 lat) i synek (ok.1,5 roku).
Sala zabaw dla dzieciaków tuż przy naszym stoliku. 
Leni jako dziecko, które od jakiegoś czasu ma ogromny ciąg do dzieci, i z każdym chciałaby się zaprzyjaźniać i bawić, wchodzi do salki, siedzi w niej mały chłopiec w bucikach, właściwie niczym się nie bawiąc. Nagle przybiega siostra. Leni ściąga buciki, zostawia ułożone równo przed salą, wyciąga sobie z wielkiej skrzyni jedną zabawkę. Dziewczynka wyrywa ją z rączki Leny. Ta nie reaguje. Wyciąga drugą. Dziewczynka wyrywa i tą z małej łapki. Siedzę przy stole ( jeszcze) i patrzę. Przecież ma iść zaraz do przedszkola, musi się nauczyć radzić sobie sama...Czekam i obserwuje..
Leni wyciąga kolejną zabawkę ze skrzyni i...potulnie daje ją dziewczynce. Ta rzuca nią na ziemię.. Leni przychodzi zasmucona do nas i opowiada przejęta, to co widziałam osobiście. Mówię, aby się nie przejmowała, i wzięła nową zabawkę ze skrzyni...
Wchodzi na salę, dziewczynka zasiadła przy całej skrzyni, obejmując ją rękami. "Chodź Kubuś, to nasze, my się będziemy bawić" 
Podrywam się...STOP. Ma sobie radzić sama.
Podchodzi do małej zjeżdżalni. W sali panuje bałagan, więc zanim zdążyła dojść, dziewczynka rzuciła się w kierunku zjeżdżalni, ustawiając 4 plastikowe krzesełka, jedno na drugim, aby Leni nie mogła wejść. Widzę minę mojego dziecka. Jest mi równie smutno co jej. Ale co najgorsze, spoglądam w stronę rodziców, którzy również siedzą tuż przy sali, widząc doskonale co wyczynia ich córka. Zero reakcji. 
Leni kieruje się w stronę bujaczka, który stoi opuszczony w kącie. Dziewczynka, łamiąc sobie niemalże nogi rzuca się na bujaczek. 
DOŚĆ!! Wstaję!! Wytrzymałam wystarczająco długo. Samą siebie podziwiam, że aż tak długo.
Wchodzę na salę. Rozbrajam wieżę z krzesełek. Chwytam Leni za rękę, prowadzę na zjeżdżalnię. A to małe dziewczę, któremu przetrzepałabym już w tym momencie tyłek, przepycha się i kładzie na drabince do zjeżdżalni. Zabieram bezczelnie zjeżdżalnie, mówiąc, że to nie jest jej własność i jeśli nie potrafi się dzielić z dziećmi zabawkami to zapewne nie będzie miała koleżanek. Nie robi to na niej wrażenia. Przepycha nawet mnie!
Uwierzcie mi! To była mała cholera w ciele pięciolatki.
PT kwituje tylko :" bezstresowe wychowanie się kłania"
We mnie krew się gotuje. Jeszcze chwila a podeszłabym do rodziców i narobiła im obciachu. Bo opisywać sytuacji nie musiałabym. Oni na wszystko patrzyli!!!!!
Najgorsze było to, że kiedy dziewczynka opuściła salę zabaw, chłopiec, który został w bawialni, nagle zaczął naśladować siostrę, czego wcześniej nie robił...Jakby myślał, że to dobre zachowania, skoro jego autorytet- starsza siostra tak robi...
Chwilkę jeszcze postałam tam z Leni, pomagałam jej przepychać się przez rodzeństwo pojawiające się i znikające, aż odetchnęłam z ulgą kiedy ubrali się i wyszli.



Dlaczego Wam o tym piszę?
Abyście mi powiedzieli: jak znaleźć złoty środek?
Jak wychować dziecko na asertywnego człowieka, który zawalczy o swoje, nie pozwoli się bić przez koleżankę czy kolegę z piaskownicy, ale jednocześnie nie stanie się potworkiem jak ta dziewczynka?
Dla mnie takie zachowanie było szokiem. Bo ktoś jej na to pozwala. Przecież rodzice obserwują co robi ich dziecko. 
Jak nie zatrzeć tak cienkiej granicy między asertywnością, a chamstwem i egoizmem?
Póki co powtarzam Lence jak mantrę: jeśli to Twoja zabawka, nikt nie ma prawa Ci jej zabrać bez Twojej zgody, tak jak i Ty nie zabierasz cudzych rzeczy. 
Możesz się dzielić, ale nie musisz. 
Nikt nie ma prawa Cię uderzyć. 

Chcę wychować Lenkę na mądrą dziewczynkę, która potrafi odróżnić dobro od zła, która potrafi się dzielić z innymi, czasami nawet ostatni kawałek chleba oddać, ale nie wbrew swojej woli. 
 Nie chcę aby moje dziecko dostawało "po łbie" bo przecież nie wypada oddać jak biją, aby traciło ukochane przedmioty, bo przecież nie należy wyrywać zabawek i trzeba się dzielić z innymi...
Chcę, aby potrafiła sobie radzić i to ja muszę ją tego nauczyć....tylko gdzie ten złoty środek...?




Lenka: spodnie- H&M |  bluzka- Tape à l'oeil |  sandały- Zara |  kapelusz- F&F

zdjęcia zrobione aparatem Olympus OM-D EM 10

35 komentarzy:

  1. Identyczną sytuację miałam ze starszym synem ( mam też córeczkę i ona już radzi sobie w takich sytuacjach doskonale! ). Sama długo zastanawiałam się co poradzić mojemu dziecku, jak nim pokierować. Myślę, że miałam gorsze zadanie, bo jednak chłopiec, a przecież chłopak musi być twardy, musi sobie radzić, musi umieć "oddać"itp. Dawałam mu takie same rady jak Ty opisałaś na końcu postu. Ale poszłam też o krok dalej i sama nie wiem czy mogę to Wam poradzić i czy to słuszne. Pozwoliłam mojemu dziecku na to by wyrwał zabawkę, którą jemu wyrwano, by oddał kiedy jego uderzono, a jeśli sobie już nie radzi z jakimś "potworniakiem" to aby poprosił dorosłą osobę o pomoc! Wiem, że nie skorzystał z okazji bicia (na szczęście) ale resztę rad wykorzystał i dzisiaj już nie obawiam się o to czy poradzi sobie w takich sytuacjach/ myślę, że przede wszystkim istotne jest to, aby wytłumaczyć dziecku, że takie złe zachowania będą przez Ciebie akceptowane tylko w sytuacji kiedy jest to forma obrony .... Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na inne rady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No aż się prosi by dziecku powiedzieć, "lutuj, jak Ciebie lutują! " :) No bo z drugiej strony, jeśli ma dwie opcje, być bitym lub bijącym to każda matka woli chyba aby jej dziecko nie dostawało. Samo tłumaczenie dziecku jest OK. Gorzej jeśli dziecko zacznie wykorzystywać przyzwolenie, lub źle to zinterpretuje. No to wtedy mamy posprzątane..

      Usuń
  2. Niedawno zadawałam sobie takie same pytania. Majka również należy do dzieci grzecznych i serce mi się łamało, gdy widziałam jak większe dziecko zabiera jej zabawkę. Przez chwilę miałam ochotę uczyć jej, aby szła przez życie przepychając się łokciami- bo tak jest łatwiej lecz zrozumiałam, że nie lubię takich osób i nie chcę, aby moja córka taka była.
    Tak samo ja Ty uczę Maję, że swoich zabawek nie musi oddawać lecz tłumaczę jej, ze fajniej jest się dzielić i bawić wspólnie lecz wybór zostawiam jej. Nie pozwalam zabierać zabawek z rąk innych dzieci, uczę , że na zjeżdżalni obowiązuje kolejka. Jeśli jakieś dziecko nieładnie się wobec niej zachowa tłumaczę Mai, ze dziecko postąpiło bardzo nieładnie ( czasami wrednie tak głośno, aby opiekun słyszał :)
    Myślę, że Lenka dojdzie poczucia własności niebawem. Niedawno moje małe cielę ustało nad chłopcem który bawił się jej łopatką i krzyknęła: DAAAAAAAJ PROSZĘ i tak stała krzycząc dopóki nie oddał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby! mam nadzieję, że będzie potrafiła się obronić, ale nie nie chcę jej też wychować na małego przestępcę. Łoooo matko...to rodzicielstwo jednak jest trudniejsze niż się może wydawać... :D

      Usuń
  3. Fajny tekst, mam do-kła-dnie ten sam problem z mają niespełna 3latką... chciałabym, żeby umiała sobie poradzić w grupie rówieśników, ale też żeby nie była małą egoistką... z niecierpliwością czekam na komentarze doświadczonych mam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziecko uczy się asertywności przebywając w otoczeniu dzieci...... wcześniej Lenka nie miała tylu okazji walczyć o swoje bo jest pierwszym dzieckiem . Wspieraj Lenie w budowaniu jej silnej wartości a walka o swoje przyjdzie sama.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie dziwią rodzice, którzy pozwalają na takie zachowanie dziecka. To jednak takie wychowanie niestety. Ja swoje dzieci uczę, że należy się dzielić i rozwiązywać "pokojowo" wszystkie trudne sytuacje. Jak do tej pory dają radę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście każde dziecko jest inne, to że syn zabija czy kradnie, nie znaczy, że tak go matka wychowywała. Ale jeśli rodzic patrzy na takie zachowania u małego dziecka...no to już ręce opadają. Ciekawe jak zareagują, jak bezstresowo wychowywane dziecko, bez stresu pacnie mamusię w twarz....

      Usuń
  6. Nie można tak generalizować. Moja Pola często tak robi, że zjeżdżalnia jest tylko jej, czy dana zabawka. Ale ja tłumaczę, że musi poczekać, podzielić się. Często bawi się z kuzynkami czy kuzynami i raczej nie ma problemu. Nie wiem skąd się bierze ten egoizm. Zawsze jednak reaguję, gdy ona tak się zachowuje i strasznie mi głupio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, bo grunt to reagować na niegrzeczne zachowanie dziecka :)

      Usuń
  7. tak naprawde chyba nie ma złotego srodka bardzo wiele zalezy od charakteru mniej od wychowania jak dziecko jest bardziej skryte mniej odważe możesz tylko pokazac ze trzeba walczyc o swoje ale czy to zastosuje zalezy od jej "sily" moj przyklad jest taki ze mam asertywne dziecko od urodzenia (pokazywala mi jak tylko sie dalo o co jej chodzi)choc przyklad i zakazy robia swoje bo żmudna praca dopiero teraz (2l9mcy)daje efekty choc nie do konca Moja corka ma 2 kuzynki w tym samym wieku i co z nia przeszlam to moje zawsze walczyla o zabawki wyrywajac a nieraz i uderzajac i na nic sie zdaly tlumaczenia tak sie nie robi ona w tym momencie chciala pokazac swoja sile nigdy nie oddala zabawki chyba ze nie byla jej to ja oddawalam. Choc obcego dziecka nigdy nie uderzyla to wstydu sie najadlam w rodzinie no bo" tak sie nie robi"jak by to byla moja wina :)moze i w zyciu bedzie jej lzej ale ja osiwieje do tego czasu:)czasem chcialam bym miec potulne dziecko i chyba tylko wtedy mozna wychowywac bez stesowo. Bedac mama nauczylam sie jednego nigdy nie oceniaj rodzicow bo nie znasz dziecka i nie wiesz jakie jest moze oni tez nie maja na nia wplywu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie Lenka nasza jest do bólu asertywna ale w domu, przy bliskich. Zawsze się przebije, dotąd powtarza, aż jej ktoś nie odpowie. A jak tylko obcy ludzie, dzieci, nowe środowisko, poza domem, to wycofana, i usłużna. A powinno być odwrotnie ;)

      Usuń
  8. A ja myslalam ze tylko moje dziecko spotykaja takie sytuacje .
    Miałam dosłownie podobną :
    Z Olą na placu zabaw bawi sie pieknie z chłopczykiem (ok.4lat) na zjezdzalni raz chłopiec raz Ola (bo kazdy ma swoją kolej)
    nagle podbiega dziewczynka (ok.6 lat) staje na drabince po ktorej Ola chodzila i krzyczy ze jej nie pusci
    moje dziecko zamarło na moment jednak wykrztusiła z siebie "pusc mnie dziewczynko"
    a mała na to "to nie jest tylko twoj plac zabaw! ja moge tu byc"
    Ola próbowała negocjowac jednak sie nie dało , obserwowałam całą sytuacje całe 10 min
    i patrzyłam jak moją małą boli serduszko bo z niewiadomego powodu dziewczynka nie chce puscic jej na zjezdzalnie
    Wkoncu podeszlam i powiedzialam : kolezanko jesli chcesz zjezdzac to wejdz i zjedz nie blokuj zjezdzalni innym dzieciom bo to nie jest twoja własnosc .
    dziewczynka zjechala Ola mogla "spokojnie" wejsc po schodkach (tak mi sie wydawało)
    jednak 6 latka jest zwinniejsza szybciej biegnie po schodkach zjezdza
    i stanęło na tym ze moje dziecko o mały włos nie zostało strącone z drabinki (juz nie chce myslec którą czesc ciała miala by w gipsie i czy zabki zostaly by na swoim miejscu
    A gdzie byli rodzice dziewczynki ?
    Nie było nikogo mała puszczona sama sobie
    robi co chce ...
    biega gdzie chce ...
    Ola lubi sie dzielic nie chce by była samolubem
    jednak to nauczyło ją i mnie "Walcz o swoje"
    i juz tak łatwo sie nie poddaje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze! Bo jeśli to drobne przekomarzanki i walka o swoje między dzieciakami to jeszcze rozumiem. Ale jeśli mojemu dziecku może stać się krzywda, no to już bez jaj...Mam stać i patrzec jak to ciele?

      Usuń
  9. Wszystko przede mna....ale szkoda mi sie Lenki strasznie zrobilo.Maja raz zabierze zabawke...raz odda bez namyslu...szkoda ze tonie takie proste...to wychowanie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to normalne. Każde dziecko raz isę dzieli, innym razem zabiera, ale jeśli dochodzi do tego agresja- to ja się na to nie godzę...

      Usuń
  10. Ja mówię swojej córce zawsze, ze "bić się nie wolno, ale jak Ciebie biją to oddaj" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. U mnie podobnie ;-( Otwarta z wszystkimi porozmawia do każdego podejdzie przywita sie. Ale jak chłopczyk ja uszczypnał w twarz to staneła i zaczeła płakać. Podchodzę do niej i mówie córeczko jak ktos Cie bije odepchnij albo oddaj na co moja córka krzyczy do mnie że ona nie może tak zrobic bo zrobi chłopczykowi krzywde, I wprowadzaj dziecku zasady ;-( Mała ma 3,5 roku a od września przedszkole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie o to mi chodzi. Jak tłumaczyć żeby nie przegiąć w jedną i drugą stronę, i żeby się nie zakręcić przy tłumaczeniu... :/

      Usuń
  12. Poruszyłaś niezwykle trudny temat. Moja najstarsza córka podobnie jak twoja w wieku 3 lat stała jak ta sierotka w piaskownicy i zawsze była oskubana z zabawek. Zaczęłam jej tłumaczyć, ze to Twoje rzeczy i nikt nie może Ci ich zabrać chyba, że Ty na to wyrazisz zgodę. Jesli ktoś Cię uderzy głośno i wyraźnie powiedź mu, że TAK NIE WOLNO, że to mnie boli. Dziś ma 12 lat i radzi sobie doskonale w kontaktach z rówieśnikami.
    Moja 6 latka już od małego wpajałam jej że pewnych granc jej prywatności nikt nie może przekroczyć, nie wolno się bić i należy się dzielić z innymi.
    Za to 3,5 latka jak poszła do przedszkola siedziała cichutko w kąciku aktualnie po 1,5 roku w przedszkolu potrafi się dzielić choć czasem protestuje.

    Myślę, że musimy wyznaczać dzieciom pewne granice a codzienny kontakt z rówieśnikami przytrze te zapędy do zabierania a tym cichym pozwoli/nauczy jak walczyć o swoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyś miała rację! Choć ta 5-6 latka trochę mnie zniechęciła do posłania Leni do przedszkola :/ I tu już nie chodzi o moją nad nią trzęsawicą, ale o jej bezpieczeństwo...

      Usuń
  13. Doskonale wiem o czym mówisz.
    Niektórzy rodzice, kompletnie nie reagują, a czasami nawet się śmieją z tego ;/
    Nie wiem jak będzie z Julitą, ale Seba umie sobie poradzić :D
    Jak po dobroci się nie da to rękoczynów przechodzi, nie popieram i nie chwalę..aleeee niektórym na prawdę się należy.
    Potem zawsze respekt czują :D

    OdpowiedzUsuń
  14. nie rozumie zachowania rodzicow ktorzy wychowuja tak dzieci...
    ja rozumie ,ze trzeba byc stanowczym ale to juz przesada.
    Acz kolwiek znam jedna taka mame ktora dziecko rzadzilo nie pojdziemy na spacer po mimo tego ze jest piekna pogoda bo moje dziecko ma ochote na ogladanie bajki ...aha :/ suuper

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytając o Tobie czytałam trochę jak o sobie. U mnie był to bardziej problem nieposiadania niż braku asertywności. Na szczęście dla mnie samej i dla osób wśród których się otaczalam nauczyłam się dzielić bez względu na ilość . To samo chce przekazać również corce. Nie pozwolę jednak aby była mala sierotka ,która zamiast się dzielić musi o swoje walczyć.

    OdpowiedzUsuń
  16. Piszesz z jednej strony sytuacji, rozpływasz się nad swoją córką, ona to wyczuwa i nigdy nie będzie twarda. A rodzice niegrzecznych dzieci co mają robić, chodzić za nimi krok w krok i pilnować na placu zabaw, czy przypadkiem kogoś nie zaczepia. Dzieci w tym wieku chyba już czas uczyć wspólnej zabawy bez rodziców. Nikomu chyba krzywda się nie działa. Myślę nawet, że biedni rodzice siedzieli przy swoim stoliku i zastanawiali się co robić w takiej sytuacji. Nie zarzucaj im zaniedbywania sytuacji, oni też są ludźmi i rodzicami i mają prawo nie wiedzieć, jak się zachować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krok w krok nie...Ale jeśli wiedziałabym, że moja córka tak się zachowuje to zapewne bym jej nie pozwalała na takie zachowania i obserwowała podczas zabawy z innymi dziećmi...Jeszcze nikomu krzywda się nie działa...Ale na co miałam czekać? Aż moje dziecko straci zęby? czy skręci sobie kark, spadając zepchnięta ze zjeżdżalni? Ja rozumiem pozwolenie dzieciom na samodzielne rozwiązywanie konfliktów itd...Ale wyobraź sobie: ile masz wzrostu? Wyobraź sobie, że stawiam przy Tobie wielką babę, starszą, silniejszą, wyższą. I że ona fika do Ciebie, rzuca się na Ciebie itd..
      No chyba to nie była równa "walka" 2 i 5 latki? A rodzice? nie wyobrażam sobie takiego braku wychowania, i braku reakcji na takie zachowanie mojej córki..

      Usuń
    2. Masz rację. jak mozna nie podejść do dziecka i nie zareagować jak żle sie zachowuje wobec mniejszego. Rodzice mogą nie wiedzieć jak wypełnić Pit ale w takich sytuacjach musza wiedzieć co robić. Rozumiem że dziecko moze sie nie sluchać, ale to rodzic setny tysięczny raz tłumaczy ,a brak reakcji to przyzwolenie rodzica na takie zachowanie.

      Usuń
    3. Nie wyobrażam sobie patrzeć, jak moje dziecko krzywdzi innych i nie zareagować. Właśnie w takiej sytuacji ta niegrzeczna dziewczynka mogłaby się czegoś pozytywnego nauczyć.Tymczasem jaką wyniosła z tego lekcję? Można wykorzystywać słabszego, można wykorzystywać swoją przewagę. Rośnie kolejny bezczelny cwaniaczek. A rodzice tylko patrzą. Może i nawet są dumni ze swojej pociechy.

      Usuń
  17. Opisałaś sytuacje z jakimi mam do czynienia codziennie na placu zabaw. Ponieważ moja córka jest bardzo wyrośniętym i wygadanym maluchem (obecnie ma 22 msc , kazdy daje jej grubo ponad dwa lata i do takich dzieci( jak do wszystkich lgnie ) niekiedy popadam na małych cwaniaków:) Ja znalazłam złoty środek na to. Od zaawsze rozmawiam z dzieckiem na głos, nie ważne czy jesteśmy w domu czy u lekarza czy u znajomych zawsze gadałyśmy i gadamy. Ja tłumacze córce czesto przy rodzicach, " że pozyczamy zabawkę od dziewczynki.... o dajemy malej dzidzi naszej grabki bo trzeba się dzielić, lala zobaczy i odda(dotyczy młodszych maluchów).....o chłopczyk nie chce nam pożyczyć wiaderka szukamy naszego" To jest świetny sposób na rodziców tych będących w pobliżu gdyż wzbudza u nich odpowiednią reakcję. Uważam, ze to jest na prawdę w porządku ponieważ nikogo nie obrażam tylko stwierdzam fakty a co niektórym mamuśkom na prawdę robi się głupio:)
    Kiedyś miałam ochotę rozszarpać pewnego dzieciaka.. Gdy Lila miała tak ponad 18 msc jakoś dziwnie zjechała ze zjezdzalni, jakoś krzywo, podczas zjazdu straciła rownowage a na koncu uderzyla buzka w krawędz co spowodowało rozciecie wargi , smutek i płacz:(( Wszystkie dzieciaki wchodzily na slizgawke a ja ja sadzalam i zjezdzala. Kazdy mial swoja kolej i zabawa trwała...Po jakims czasie zauwazylam,że jeden chlopiec ja popycha!!! Noz kurna zwrocilam mu uwage dwa razy zeby jej nie popychal zanim nie przejde w odpowiednie miejsce po czym zrobil to ponownie. Za 4 razem nie odchodzilam od malej a obserwowalam jego reke( robil to gdy przechodzilam na koniec slizgawki po ustawieniu malej) zlapalam go za nadgarstek bardzo mocno i powiedzialam ze jeszcze raz to zrobi to go zrzuce!!! Na serio tak powiedziałam!!!...nie zrzucilabym go oczywiscie ale chcialam mu uswiadomuc ze mi sie to bardzo nie podoba. Chłopiec miał ok 5 lat.Jego dziadzius popijal piwko i slyszal jak mowilam glosno " nie popychaj jej, ona jest mala!" Skoro nie reaguja na normalne slowa i myśli , że moze wszystko trzeba było zareagować dosadnie. Dziadek tego nie widział ale poskutkowało:/
    Dzieci sa bardzo złosliwe. Opisujesz sytuacje z zabieraniem zabawek....ja mam przed oczami podobny przyklad- kiedy idziemy w kierunku hustawki doslownie przed nami wciska sie inna dziewczynka, ktora biegnie z drugiego konca placyku...no coz komentarz typu " o dziewczynka nam zajela hustawke, grzecznie poczekamy az bedzie wolne" czasami pomaga:) Dzisiaj z koleii starsz a dziewczynka zle zareagowala na to ze Lila weszla do pociagu- ławki na placu zabaw i zaczela sie do niej bardzo przysuwac wrecz na nia siadac.. Corka w rogu patrzy na mnie juz chciala ja odepchnac jednak ja podnioslam tę dziewczynkę i przestawiłam ja obok i powiedziałam ze ma duzo miejsca i ze Lila tez musi miec miejsce. Jej mama stala obok mnie nie zareagowala na to jak jej corka sie przesuwala ale potem sama zaczęla jej tlumaczyc ze jest duzo miejsca itd:) Niestety ale ja na Twoim miejscu skomentowałabym sytuację w stylu " Lenka idziemy dziewczynka nie potrafi się bawić:) Lub "Jak będzies duża też bedziesz takim urwisem ale na razie jesteś za mała i nie będziesz umiała bawić się z dziewczynką" Takie hasła najbardziej działają na rodziców;/
    Też kiedyś myślałam, że asrerywnośc to coś złego. Gdy ktoś mi coś zabierał było mi przykro ale tłumiłam to w sobie...myślałam,że tak jest poprawnie, grzecznie. Ale córkę chcę nauczyć asertywności i świadomości:) Kurcze nie dopuszczam do sytuacji kiedy może być jej przykro. Nie pozwole na to!:)


    Pozdrawiam Was!!
    Nowa czytelniczka:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Aż mi się smutno zrobiło jak wyobraziłam sobie tamtą sytuację z sali zabaw i Lenki smutną minkę :(
    Od razu przypomniało mi się jak jakiś czas temu mój Alan jadł posiłek przy innym dziecku i przez przypadek wziął widelec tego chłopca,a ten jak to zobaczył to zaczął krzyczeć na całe pomieszczenie "zabieraj te brudne łapska od mojego widelca'' to był szok nawet dla mnie...Alan wystraszył się bo po raz my na niego nie krzyczymy,a tu nagle ktoś zupełnie obcy podniósł na niego głos,po dwa zawstydził się,przybiegł do mnie,przytulił się i tylko po cichaczu w rękaw płakał mi :( było mi tak przykro i smutno,że sama chciałam płakać,i wstyd mi się przyznać,ale tego łebka z chęcią bym zdzieliła po tyłku (zrobiłam to w myślach).
    Pozdrawiam Was :)

    OdpowiedzUsuń