środa, 23 lipca 2014

Miodowe wakacje lat 80-tych i 90-tych :)



Spędzając urlop we Włoszech, zaczęłam przypominać sobie czasy dzieciństwa i wakacje lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych...
Nie mieliśmy ipod'ów, 'padów, i innych "aj". Nie mieliśmy nawet xbox'ów, playstation. Nie mieliśmy właściwie niczego, co postęp cywilizacji oferuje naszym dzieciom...

Mieliśmy za to 4 metry gumy do majtek, noże, kapsle, kredę. 

1) Wakacje poza krajem. 
W czasach gdy byłam jeszcze dzieckiem, a później nastolatką, mało kiedy słyszało się, żeby ktoś w celach urlopowych opuszczał nasz kraj.
Gdzie spędzaliśmy wakacje?
Oazy, kolonie, obozy harcerskie. Do pobliskiej wsi, w góry, w Bory Tucholskie. 
Podchody, biegi samarytańskie, dyskoteki, ogniska, wyprawy w góry. 
Milion takich wspomnień mam z tamtego okresu.
Czasy takie ciężkie nastały, że dzieci nie wiedzą co to oaza ( całe osiedle do niej dawniej należało!), co to ognisko ( dzisiaj w postaci grilla, palimy je byle gdzie i byle kiedy), co to wyprawy w góry ( i buzie całe od borówek jedzonych na szlaku upaprane).


2) Playstation, xbox i inne elektrodobrodziejstwa- na komunię dostałam od rodziców komputer Commodore 64. Mój Boże! jaka dumna byłam. Wszyscy zjadali głową murzynka ( dzisiaj- afroamerykanina o_O ) jakieś przeszkody, które stawały na drodze. Do stacji dysków wkładało się kasetę. Jak owa stacja ją pożarła, wyciągając pół metra mojej gry poza obudowę, należało użyć ołówka do nawinięcia jej z powrotem. Więcej nie pamiętam, bo już biegłam na podwórko, pole, dwór. Jak zwał tak zwał.


 3) Guma do majtek, nóż podkradany regularnie z szuflady, kapsle.
Nie! nie służyły do wieszania się, rzucania do ładniejszych koleżanek czy strzelania prosto w oczy.
Gra w gumę zajmowała nas godzinami. Dziesiątki. Tydzień. Wiele ich było. Najważniejsze było się nie skuć. 
Noże z serwisu obiadowego- wiecznie uszczerbione lądowały w maminej szufladzie. Wykradzione musiały tam wrócić. Rysowało się koło w ziemi. Rzucało nożem w owe koło i "zagrabiało" zdobytą ziemię. Aż nie zagrabiło się całości pola. Chłopcy, dziewczyny. Grali wszyscy.
Kapsle- strzelanie nimi, który pierwszy na mecie wyląduje.


4) Ogniska, przesiadywanie ze znajomymi przed blokiem. Całymi rodzinami. Pamiętam jak wszyscy zbieraliśmy drewno, kupowaliśmy kiełbaski, "strugaliśmy" kije i szliśmy pod dęba, na łąkę tuż za blokiem, palić ognisko. Śpiewaliśmy, bawiliśmy się, niechętnie wracaliśmy do domu. Czas spędzany całymi rodzinami. Ze znajomymi rodziców i ich dziećmi. Nawet komary gryzły delikatniej...
 A jak nie było ogniska, to były spotkania towarzyskie przed klatką, na ławce. Długie rozmowy, podboje miłosne, cudowny czas. Gdy mama kolejny raz wołała: " Do domuuuuuu! kolacja!" Nie chciało się wracać. Tylko świadomość kanapek z jajkiem, pomidorem, ogórkiem, szczypiorkiem i świeżo startym żółtym serem, zaciągała do domu. Trzeba było nabrać siły przed kolejnym dniem. 

 ***

Nie mieliśmy wielkich możliwości. Nie mieliśmy dobrodziejstw jakie krzyczą do nas dzisiaj z każdej sklepowej witryny. Nie mieliśmy paszportów nawet. 
 Byliśmy za to kreatywnymi dzieciakami, które z niczego potrafiły zrobić sobie zabawę, które nie potrzebowały ani czasu, ani pieniędzy, ani paszportów, by świetnie się bawić. Doskonale bawiliśmy się, organizując sobie sami czas wolny. Nie pytaliśmy o drogie zagraniczne wyjazdy, o pieniądze na kina, parki rozrywki i inne atrakcje. 
Nie mieliśmy gier komputerowych, ale mieliśmy przyjaciół. Mieliśmy siebie nawzajem. To człowiek był najważniejszy. Nie sprzęty czy maszyny.
 Dzisiaj może nie wiemy co to Simsy, WOT, i inne "cuda". Ale mamy wspomnienia. A tych nie nadgryzie ząb czasu....

Takiego dzieciństwa życzę Ci córeczko...
Tylko noże oszczędź, bo drogie dzisiaj jak diabli ;P






4 komentarze:

  1. a to cala prawda. MIeszkam na wsi i pytam sie gdzie sa dzieci ????? Ja ich nie widze. nie ma grania w pilke rysowania kreda po ulicy kazdy zrobil sobie ze swojego podworka "Azyle" i tyle nosa nie wystawia. A pozniej mowia ze dzieci cale dnie w domu przed komputerem, ze spotykaja sie tylko na fejsie.... ahhh Nasze czasy to byly czasy!

    OdpowiedzUsuń
  2. to se nie wrati

    OdpowiedzUsuń
  3. tak te czasy były wspaniałe u nas jeszcze wymiany karteczkami były domki na drzewach, gra w pokemony, klasy i zabawa w chowanego wieczorami cudowne chwile spędzone ze znajomymi pochłaniały cały dzień każdy czekał żeby ktoś krzyknął przez okno ej idziesz na pole i wszyscy biegli w zimie robienie własnego lodowiska zjeżdżanie na workach z sianem i oponach haha to były czasy a teraz jak idziemy przez wieś wieczorem to nikogo nie ma na podwórku... Jeszcze pamiętam picie ciepłego mleka od krowy z pianką wieczorem prz wspaniałym gwieździstym niebie

    OdpowiedzUsuń
  4. Sandra Nowicka-Nowak18 sierpnia 2015 18:33

    No tak ale przejdź sie na plac zabaw i spróbuj swojego dziecka nie pilnować to od razu Cie jakaś narwana mamusia wyzwie " co z pani za matka że dziecka nie wychowuje" . NIe ma szans na swobodną zabawę dziecka z dzieckiem bo jak sępy mamuśki pilnują!

    OdpowiedzUsuń