wtorek, 1 lipca 2014

Obóz pracy czy dobre wychowanie czyli jak NIE wychować małego nieroba i materialisty?



Wasze zainteresowanie poprzednim postem uświadomiło mi dwie rzeczy:

- każdy rodzic boryka się z problemami wychowawczymi, dylematami i deficytem wiedzy na pewne tematy, traktujące o wychowaniu
- dzieci muszą i CHCĄ być wychowywane. Chcą czuć i mieć ograniczenia i zasady. Ktoś dziećmi musi kierować i pokazywać co jest dobre, a co złe. Jak z ortografią. Jeśli nie wytłumaczysz zasad, że "uje" się nie kreskuje, że "ó" wymienia się na "o", a od tych reguł istnieją wyjątki, to będzie robiło te błędy długie lata...
Pozostańmy więc jeszcze chwilę w temacie problemów i dylematów wychowawczych.
Przyznam, że osobiście kieruję się głównie instynktem, i jak do tej pory chyba nigdy mnie nie zawiódł... Choć Lena jest moim pierwszym dzieckiem i oczywiście wiele rzeczy dzisiaj zrobiłabym zgoła inaczej, głównie po to by sobie ułatwić życie, to nie wiem czy przy drugim dziecku zastosuję tę wiedzę :) Bo człowiek mądry w teorii, a dziecko i tak rządzi się swoimi prawami.

Praca uszlachetnia.
To wiedzą wszyscy. Nie wszyscy jednak chcą lub mogą zgodnie z tą zasadą żyć.
Jeśli nie mogą...to pół biedy...Jest na co zwalić..
Jeśli nie chcą....No właśnie. I tu pojawia się pytanie: jak wychować dziecko na pracowitego człowieka, dbającego o swój kawałek podłogi i coś poza nim jeszcze? I jak nie zrobić z niego pracownika, którego można wykorzystać kiedy NAM się nie chce?
Standardowo już, odpowiedzi na to pytanie Wam nie udzielę. Może troszkę podpowiem, może podpowiecie więcej mnie i sobie nawzajem. 



Od czego zacząć? Jak zwykle.
Znowu kłania się Królowa Stosunków Międzyludzkich- EMPATIA.


1) pomoc w sprzątaniu domu i obowiązki domowe
dziecko obowiązki mieć musi- to pewne jak 2+2=4
-im wcześniej zaczniesz tym większa szansa powodzenia.
- przekształć smutne obowiązki w zabawę. Naprawdę się da! Może kosztuje to trochę wysiłku.Może nawet więcej Twojej pracy. Wiem, wiem. Siadłabyś wygodnie w fotelu. Nie w głowie Ci "rewolucje kuchenne" (dosłownie) w wykonaniu Twojego małoletniego. Ale- jeśli chcesz rozwijać w dziecku chęć pomocy i poczucie obowiązku, wysil się i pozwól mu zrobić bałagan. 
Od jakiegoś czasu, nie jestem w stanie sama przygotować żadnego posiłku. Ba! Nawet wody w czajniku zagotować sama nie mogę. Targa dwa razy większe krzesło do kuchni. Dosuwa do blatu i oznajmia głosem nie cierpiącym sprzeciwu:" Mamcia, chcę Ci pomagać."
"Nie córeczko, mamusia tylko zrobi...zupę, obiadek, kanapeczkę, se drinka :P " 
No przyznaj, że milion razy to powtórzyłaś, dla świętego, zasłużonego spokoju, mając w głowie wizję wyglądu pięknie posprzątanej podczas popołudniowej drzemki małoletniego kuchni. 
Też to robiłam. 
Pewnego dnia, standardowo powiedziałam:" Nie Lenusiu, mamusia jest zmęczona, sama szybciutko zrobi kanapeczkę."
Na co ona odpowiedziała:" Nieeee mamusiu, Lenusia pomoże, nie będź męciona!" 
I pełna radości, wstała na tym swoim krzesełku, wyciągnęła z szuflady nożyk, którego pozwalam jej używać, i spojrzała na mnie...
No....się matka zawahała. Wyjęła masło, szynkę. I dała dziecku zrobić sobie tą kanapeczkę.
Bo a) jak miałam odmówić, gdy chce pomóc?
I b) jak nauczy się pomagać jeśli wiecznie będę odmawiała. 
Od tamtej pory za każdym razem cierpliwie znoszę Katrinę przelatującą przez nasz dom: sól w kawie, dżem na szynce, przyciemniane lustra-umyte łapką z nutelli. 
Widzę radość w oczach mojej córki. Bo to dla Niej nie tylko cenny czas zabawy z Mamą. Widzę, jaka jest z siebie dumna. Jaka dorosła się czuje. I potrzebna. 

A jak sama nie masz akurat siły pozwolić dziecku robić rozpierduchę w kuchni, wyślij ją do tatusia, który rano piecze bułki na śniadanie lub przygotowuje kawę :D




2) opieka nad młodszym rodzeństwem
Tutaj baaaardzo łatwo o przekroczenie pewnych granic.To Ty jesteś Matką/ Ojcem, i to na Tobie spoczywa obowiązek opieki nad potomstwem. 
Owszem, możesz poprosić starsze dziecko o podanie smoczka, który upadł, o drobne przysługi, ale nie możesz dopuścić do tego, aby Twoje starsze dziecko czuło się odpowiedzialne za młodsze, które przez przypadek lub też całkiem świadomie, postanowiliście dać temu światu.
Pamiętasz jak Tobie mamusia kazała pilnować rodzeństwa, które roznosiło np pobliski sklep? No! więcej pisać nie trzeba.

3) płacić czy nie?
I to jest zawsze kwestia sporna. Co rodzic to inna teoria. Co psycholog to inna teoria. 
Co ja na ten temat myślę?
Nigdy nie płacić pieniędzmi. Przynajmniej nie w przypadku małych dzieci, i nie za podstawowe obowiązki domowe czy naukę. Chętnie nagrodzę każde dokonanie mojego dziecka, ale bez informowania go wcześniej, że zarobi jeśli...
Jestem natomiast jak najbardziej za nagradzaniem/ płaceniem w formie niematerialnej. 
I za rozmową przede wszystkim. Lenie powtarzam od początku, że jeśli pozbiera po zabawie zabawki, to będziemy miały miejsce by ułożyć puzzle.
Jeśli posprząta rozsypane kredki, mama będzie miała więcej czasu na zabawę z Nią, zamiast sprzątania. 
Na Lenkę takie właśnie argumenty działają. 
Nie ucz dziecka, że za wypełnianie obowiązków należy mu się zapłata.
Nie jemu wyrządzisz tym krzywdę, a sobie samej...



4) przykład idzie z góry- nawyki z domu
Otóż to! Jeśli nie wymagasz niczego od siebie, jeśli nic Ci się nie chce i tak widzą Cię dzieci...nie oczekuj, że wychowasz ich na obowiązkowych ludzi. 
Jeśli opiekę nad dziećmi oddajesz niani, obowiązki domowe- pomocy domowej, gotowanie- babci lub pobliskiej jadłodajni, a sama uznałaś, że do wyższych celów zostałaś stworzona- gdyż na sofie za ciężkie tysiące leżeć i pachnieć też "coś" musi...no to..nic się nie martw. Sofa nigdy marnować się nie będzie. Hodujesz pod swoim dachem godnych sobie następców. Nie zapomnij jeszcze tylko otworzyć z jednej strony drzwi wejściowych, z drugiej balkonu. I licz na to, że silniejszy podmuch wiatru wywieje tumany kurzu z Waszego królestwa :P






A teraz 5 rzeczy, których warto nauczyć dziecko, aby nie stało się bohaterem dowcipów i kabaretów:
1) opuszczanie deski- bez komentarza
2) fruwające po pokoju dziecka ( lub też innych częściach domu) majtki- nie mam na myśli tych co spadły z suszarki i pachną Lenorem.
3) odnoszenie naczyń do zmywarki ( a nie w dowolne miejsce domu lub nawet kuchni)
4) nie-odkładania pustych opakowań do lodówki lub na półkę- droga do kosza jest przecież znacząco dłuższa.
5) wyciąganie z plecaka bułeczek, których składniki zaczynają już żyć własnym życiem..


A w nagrodę za ładnie przeczytany post mam dla Was wyniki rozdawajki śniadaniowej :D
Torby z wkładem chłodzącym otrzymują:
Barbara Watras- Olszynka
i
Julita Dudicz
Panie proszę o kontakt.

10 komentarzy:

  1. Zdecydowanie zachęcać dzieciaki do pomocy we wszystkim. Nie zwracając uwagi na każde "nie chce mi się" albo "inne dzieci tego nie robią" albo "znowu..." albo "po co?". Gdyby moi rodzice nie przymuszali mnie do pomocy w domu, czy na wsi u babci, nie uczyli współpracy z innymi, wsparcia i życzliwości nie wiem co by teraz ze mnie wyrosło... ;) Ślicznie dziękuję za wyróżnienie w rozdawajce Śniadaniowej! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Święta prawda.Znam osobę, której dziecko jest tak właśnie rozpuszczone, że żąda zapłaty za każdą, najmniejszą czynność. Jak dom wygląda, kiedy rodzice nie zapłacą szkoda gadać. W najbliższym czasie mama zamierza wprowadzić zasadę, że synek ma sam za siebie płacić, skoro "zarabia", ale takie podejście też jest wg mnie chore

    OdpowiedzUsuń
  3. Mamo Katarzyno! szacun!!!!!
    A moja Zo wciąż niewychowana!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale już wiem czemu ja jestem leniem. Bo mi w domu na NIC nie pozwalano - kuchnia z daleka, wszstko z daleka, ewentualnie mogłam zbierać zabawki po młodszej siostrze... Bo rządziła u nas paskudna nasza wiecznie się śpiesząca babcia...

    OdpowiedzUsuń
  5. No i komentarze mi 2 pozjadało, grrr...
    Ja jestem leniem faktycznie, bo u mnie w domu na nic mi nie pozwalano... Rządziła u nas wiecznie śpiesząca się babcia, odganiała od kuchni i porządków, pozostawało ewentualnie pozbierać zabawki po młodszej siostrze... Kuchennie byłam więc ograniczona aż poszłam na studia i wtedy ugotowanie ryżu przekraczało moje możliwości...
    Faktycznie muszę więc i Zosię bardziej włączyć w kuchenne sprawy. Do tej pory tylko ciacha robimy razem, a zwykle kiedy ona chce pomagać to odganiam ją mówiąc "nie teraz, mamusia musi szybko zrobić zupkę:"... Dobrze chociaż, ze chętnie pomaga w innych obowiązkach - wsypuje ze mną proszek do pralki, wyjmuje pranie z pralki, podaje gdy je rozwieszam...

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdecydowanie trzeba włączać dziecko w obowiązki domowe:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo fajne i mądre rady.
    Nasza córeczka ma dopiero 9 miesięcy, ale już teraz aktywnie interesuję się sztuką wychowywania dzieci
    dzięki ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Super piszesz :) jestem tego samego zdania i także stosuję podobne zasady.
    Jestem prze szczęśliwa kiedy widzę jak Alan zje słodkość i po chwili sam kieruje się w stronę kosza wyrzucić papierek,albo kiedy wyleje na podłogę soczek i sam biegnie po ścierkę i wyciera <3 rajciu wtedy taka dumna mnie rozpiera,jestem zadowolona z siebie,że od małego uczyłam Go właśnie m.in sprzątania po sobie,ale przede wszystkim jestem zadowolona i dumna z Niego :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Powiem, że moja córcia od najmłodszego była angażowana do pracy. I masz racje w tym, że to częściej nam nie chce się sprzątać bałaganu po robieniu kanapki niż dziecku by samo sobie ją zrobiło ;) Ja się staram angażować ją do niemal wszystkich prac domowych, mimo zdziwionych min babci cioci koleżanki ;)

    OdpowiedzUsuń