czwartek, 21 sierpnia 2014

Poroniło się czyli historia pewnej pacjentki...


 Wiele miesięcy starań o dziecko.
Spacer. Widzisz matkę ćwierkającą do swojej Pociechy.
Kolejny cykl. Właściwie swoje życie liczysz już tylko w cyklach miesięcznych. Co około 28 dni.
I ni cholery nie chce w Tobie zakwitnąć nowe życie.
Przechodzisz alejką w parku. Widzisz matkę, która kołysze w ramionach kilkutygodniową istotę do snu. Z zazdrości nienawidzisz tej matki. A właściwie i tego dziecka. Bo ono należy już "do kogoś"..
Kolejny cykl. Mąż, partner, narzeczony- na wezwanie przyjeżdża z pracy. Bo to TEN moment. Przecież następny nadejdzie dopiero za około 28 dni.
Już nie czujecie się jak ludzie. Jak dawcy Nowego Życia.
Czujecie się jak maszynki. Nie te do ćwierkania, o których śpiewa Czesław Mozil.
Jak maszynki do robienia dzieci. Tak ON definiuje kolejne zaproszenie do "pracy", która nie daje już żadnej przyjemności.

Oglądasz kolejny program z cyklu: "Mamo, to ja..".
Myślisz: "a co tam spróbuję, zanim podejdę do egzaminu na instruktora fitnessu."
Dwie kreski.
D-W-I-E   K-R-E-S-K-I!!!!!!!!
Potwierdzasz wynik badaniem krwi. Beta HCG nie kłamie.
Szalejesz. Umawiasz wizytę u lekarza.
Czekasz oczywiście na termin w przychodni.
Będziesz matką. To 6 tydzień.
Ale co tam! Przecież pozostałe 34 przelecą w mgnieniu oka.
Meblujesz już w myślach dziecięcy pokój. Przewidujesz opcję dla chłopca i dla dziewczynki.
Już wybierasz wózek. Ubranka. Lekarza pediatrę.
Wszystko dopięte niemalże na ostatni guzik, przed końcem pierwszego trymestru.
Czekałaś przecież tyle miesięcy!!!

Idziesz na umówioną wizytę do lekarza. Ósmy tydzień. Pierwsza wizyta u nowej lekarki, która ma Ci pomóc w przyjściu na świat Twojego dziecka. Cała w emocjach zastanawiasz się jaka będzie.
Czujesz nagle, że "coś" wypływa z Twojego ciała...
Biegniesz co sił w nogach, przewiązując kurtkę w pasie.
Wpadasz do gabinetu.

Po chwili słyszysz:" poroniło się".................
PORONIŁO SIĘ????????????
Przecież to Twoje dziecko!!!
Poroniło SIĘ???
Opuszczasz gabinet. Z nienawiścią patrzysz na oczekujące w kolejce matki. W nich nadal jest życie. Chciałabyś im je wydrzeć.
Płaczesz. Płacze całe Twoje ciało. Chcesz, aby płakał z Tobą cały świat...
Poroniło się...Już nigdy nic nie będzie takie samo...



*******
Kolejne rutynowe badania w okresie ciąży. Okazuje się, że masz problemy z tarczycą. TSH i ft4 na to wskazują.
Czytasz już o dzieciach urodzonych bez rączki, o niedorozwojach wywołanych przez niedoczynność i nadczynność tarczycy u ciężarnej.
Dzwonisz do endokrynologa. 
Chcesz umówić wizytę. 
Masz skierowanie na NFZ.
Termin na grudzień.
"Proszę Panią, wtedy ja już urodzę!!"
"Nie mamy terminów niestety"
Wykupujesz prywatne ubezpieczenie zdrowotne dostępne w jednym z banków.
Dzwonisz w to samo miejsce, ku Twojemu zdziwieniu podając nr ubezpieczenia, umawiasz wizytę na poniedziałek. Czekasz w stresie 4 dni. Nie 4 miesiące...

******* 

Jesteś na Dniach Otwartych szpitala, w którym zdecydowałaś się urodzić swoje dziecko.
Przełożona położnych opowiada piękne historie o szpitalu, o udogodnieniach. O tym jak cudownie pomogą Ci w przyjęciu na świat Twojej Pociechy.
Pytasz mimo wszystko, na osobności :" czy można dodatkowo opłacić położną, aby była tylko z Tobą podczas porodu."
Nie ma przecież potrzeby. Jest ich tyle na każdym dyżurze, że otrzymasz najlepszą opiekę.
Ufasz. Nie masz wyjścia.


*******

Przyjeżdżasz do szpitala, będąc pewną, że to jeszcze nie czas. Ale partner nalega. Niech mu będzie.
Usłyszy to samo od lekarza, da Ci spokój. 
"Zaczęło się!"
Co do cholery? Nie wzięłaś przecież wszystkich rzeczy. Nie skończyłaś rozpakowywać kartonów po przeprowadzce. No cóż. Dziecko chciało inaczej.

Kładziesz się na łóżku w pokoju rodzinnym, zwanym przedporodowym.
Przychodzi położna. Bada Cię. Każe czekać. Co chwilę pojawia się i znika.
Zaczyna boleć. Bardzo mocno. Jesteś bardzo wytrzymała na ból. Ale to boli naprawdę mocno.
Po kilku godzinach prosisz o coś przeciwbólowego.
Położna bada Cię znowu, informuje, że nie możesz już dostać znieczulenia, bo masz rozwarcie na 4 palce. Wkurzasz się, bo prosiłaś o pomoc już dawno. Ale tak jak się pojawiała, tak i znikała.
Cierpisz więc dalej. Dla pocieszenia dostajesz piłkę, na której masz skakać. Nie jesteś w stanie. Tak boli. Prawie tracisz przytomność.
Przychodzi na obchód zespół lekarzy z ordynatorem na czele.
Kolejne badanie. Każde bardzo bolesne. Pytasz błagalnym głosem czy możesz dostać coś przeciwbólowego, bo naprawdę bardzo boli.
"Oczywiście, znieczulenie. Siostro, proszę wezwać anestezjologa."
"Panie Doktorze, jest za późno"- odpowiadasz.
"Nie jest. To ja jestem lekarzem"- puentuje z uśmiechem ordynator.
Dębiejesz. Patrzysz pytająco na położną. Ale ta znika. Zastanawiasz się czy boli tak bardzo, że masz halucynacje czy położna ma więcej palców w jednej dłoni niż normalny człowiek.
Obchód zakończony.
Czekasz z utęsknieniem na anestezjologa. Położną. Kogokolwiek kto wbije w Twój kręgosłup cewnik i uraczy Twoje zbolałe ciało znieczuleniem. Nie ma nikogo. Twoi bliscy nie mają nawet kogo dopytać czy Twoje znieczulenie dojeżdża dopiero z "nocnego".
Wpada położna. Pobiera krew. Bo niby nie masz jakiegoś badania.
Znika z materiałem do laboratorium.
Wiesz, że niezbędne badania masz wszystkie. Nie masz jednak jak jej tego zakomunikować. Przemieszcza się z prędkością światła po wszystkich pokojach. Jak się później dowiadujesz- do opłaconych dodatkowo pacjentek....
Przychodzi druga położna. Nowa zmiana.
Pytasz co z Twoim znieczuleniem. Przychodzi lekarz. Po kilku godzinach od obchodu, rzeczywiście jest już za późno...
Płaczesz z bezsilności.
Wiesz, że nie możesz nic. Wiesz, że Twoja asertywność czy domaganie się swoich praw może odbić się na opiece nad dzieckiem...
Cierpisz w zaciszu pokoju...
Dostajesz znowu piłkę. Skaczesz na niej, bo nie wolno Ci z niej zejść.
Nagle wielce zdziwiona położna oznajmia:" szybko na fotel, Pani rodzi"
Od początku do końca nikt Cię nie słucha. Przecież mówiłaś już kilka chwil temu, że masz wrażenie, że dziecko wychodzi, a piłka wciska je z powrotem...
Siedzisz na fotelu. Lekarz odbiera poród.
Inaczej wyglądało to w angielskiej telewizji, gdzie kobieta przyjmowała taką pozycję w jakiej najmniej cierpiała.
Rodzisz.
Przesz. Tak jak umiesz. Nikt nie mówi Ci co masz robić.
Nagle powstaje dziwne zamieszanie. Wzywają kolejnego lekarza. I jeszcze jednego. Wchodzą "tylnym wejściem"
Nikt o niczym Cię nie informuje. Widzisz w swoim cierpieniu, z wyczerpania-jakby przez mgłę- ogromny stres u lekarza, który nerwowo przerzuca przydługawą grzywkę.
Nagle słyszysz:" idzie ręka z głową, mocniej bo będziemy łamać obojczyk"
Łamać obojczyk?? Istocie, która jeszcze się nie narodziła???
Płaczesz i jednym parciem wypierasz dziecko. Kładą Ci je na brzuchu. Już nic nie jest ważne...
"Ojej, pękła Pani szyjka..Musimy szyć. Tatuś zaopiekuje się dzieckiem. Pani leży. Trochę potrwa."
"BĘDZIEMY ŁAMAĆ OBOJCZYK!"
"BĘDZIEMY ŁAMAĆ OBOJCZYK!"
Dudni w Twoich uszach. Złamali? Jak to sprawdzić?
A właściwie gdzie jest Twoje dziecko.
Masz prawo mieć je przy sobie nieprzerwanie przez dwie godziny po porodzie...
Masz prawo...?


*******

POLSKA SŁUŻBA ZDROWIA...
Niestety kochani. Myślę, że wielu z Was ma podobne przeżycia, doświadczenia czy wspomnienia...
Narzekamy, psioczymy. Wydawać by się mogło, że jesteśmy bezradni...
A jednak..
Z pomocą przychodzi nam Fundacja My Pacjenci.
W pierwszej chwili, kiedy o niej usłyszałam, pomyślałam, że to "pic na wodę"..
że przecież nic w tym kraju się nie zmieni. Albo wykupisz za ciężkie pieniądze prywatne ubezpieczenia, albo musisz zaakceptować takie traktowanie.
Dzisiaj jestem innego zdania. Ale by dokonać jakiejkolwiek rewolucji, nie wystarczy nas garstka.
Potrzeba każdego z Was!!
Potrzeba głośnego sprzeciwu i krzyku!
Nikt oczywiście nie mówi o wyjściu na barykady.
Pomożecie nam walczyć z systemem??
Każdej Matce, każdemu Ojcu- musi zależeć, każdy z nas musi zawalczyć o zmiany.

Dzisiaj w imieniu Fundacji My Pacjenci proszę o pomoc rodziców dzieci w wieku 0-5 lat.
 
Poświęćcie kilka chwil na wypełnienie ankiety.
Po co?
Stworzymy mapę dobrych lekarzy w całym kraju. 
Postaramy się, aby ta lista była prestiżową. Aby chciał znaleźć się na niej KAŻDY PEDIATRA w Polsce. Do tego potrzebujemy Waszej pomocy. Bo to Wasze zdanie jest najważniejsze.
Ja już moją ankietę wypełniłam. Mam to szczęście, że pediatra Lenki jest najlepszą lekarką na jaką mogliśmy chyba trafić. Każdy z Was będzie mógł zaczerpnąć z tej mapy. 
BARDZO PROSIMY WAS O POMOC!!!
Za każdą poświęconą chwilę będziemy Wam ogromnie wdzięczni, ale przede wszystkim wdzięczne będą Wam kiedyś Wasze dzieci i wnuki, jeśli wspólnymi siłami uda nam się poprawić system zdrowotny w naszym kraju.
Z góry SERDECZNE DZIĘKI!!!! 

LINK do ankiety-> "Rodzice dla zdrowia"

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Dziewczyny lubią brąz



Nie chcemy Was zaniedbywać, bo choć my się urlopujemy, Wy wciąż jesteście z nami :*
Tak więc zostawiamy Was z kolejną porcją zdjęć z Włoch. 
Pogoda w Gdańsku nas nie rozpieszcza, tym chętniej wracamy do cudnego słońca, które ładowało nasze akumulatory na włoskiej ziemi. Coraz mocniej czuć jesień, więc pokazujemy Wam jeszcze troszkę naszych letnich zestawów. 
Bluzka Leni upolowana w SH, we Włoszech robiła furorę. W sumie sposób ubierania Włoskich dzieci mocno mnie zaskoczył, jako, że dorośli Włosi to jeden z najlepiej ubranych narodów Europy.
Tym bardziej na Lenkę reagowali mocno entuzjastycznie ( nie patrząc jednak na mnie jak na wariatkę, która PRZEBIERA dziecko:)
Mój kombinezon ma już jakieś 2 lata. Jest cieniutki, i baaaardzo fajnie nosi się w upalne dni. 
Lubicie kombinezony?






















Leni: bluzka- SH |  szorty- Zara  |  sandały- Zara |  kapelusz- Reserved
Mama- kombinezon- Promod  |  sandały- Street Shoes  | torebka- Bułgaria

niedziela, 10 sierpnia 2014

Mommy&Daughter. Mini&maxi.


Króciutko. Dzielimy się z Wami kolejnymi z naszych zestawów na letnie, ciepłe spacery. 
Tym razem sukienki, które latem uwielbiam nosić ( i zakładam, że Leni też;) W tym roku w mojej szafie znalazło się szczególnie dużo tych w wydaniu maxi. 
W tych postach wyjazdowych, dzielimy się z Wami nie tylko naszymi outfit'ami, ale przede wszystkim słońcem. Niektórzy z Was nie mogli wcale wybrać się na urlop. Wbrew pozorom doskonale to znamy. W tym roku cieszymy się jednak nadmorskimi widokami i dlatego też, jak najwięcej zdjęć chcieliśmy zrobić właśnie w tym czasie. 
A korzystając z okazji, że za kilka dni kuzyn Lenki się żeni, będziemy znowu nad morzem, tym razem w Trójmieście :) 

Ps. Jako, że padam, to dzisiaj tylko coś "do popatrzenia", ale już w następnym poście, podzielę się z Wami, moimi pourlopowymi spostrzeżeniami :)


















Leni: sukienka- Tape à l'oeil  |  buty- Zara  |  apaszka- Brigitte Bijou
Mama: sukienka- F&F  |  sandały- Street Shoes  | torebka- gdzieś w Bułgarii ;)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Mommy&daughter. Portki.



 Króciutko, bo już i tak z opóźnieniem. Włoskie internety ze mną nie współpracują ;/
Jak wiecie znowu jesteśmy we Włoszech. Intryga się udała.

piątek, 1 sierpnia 2014

"Moja przyjaciółka anoreksja.."




 Szkoła podstawowa. 
Okres dojrzewania. Od niego zwykle się zaczyna. ZWYKLE. Ale o tym za chwilę. 
Dziewczynka zaczyna nabierać kobiecych kształtów, biodra poszerzają się, powiększa się biust. Nie każda to akceptuje. Bo koledzy chichocą, gdy biegnie na WF'ie, bo rodzeństwo nabija się z pierwszego biustonosza, który wystaje spod bluzki. Do tego pierwszy trądzik, pierwsza miesiączka. Coś dzieje się z dziecięcym do niedawna ciałem. TO ciało skrywa tajemnice...jeszcze nieodgadnione dla nastolatki.