środa, 1 października 2014

Niewolnicy ekoczasów





Zupę ogórkową mojej mamy uwielbiam do dzisiaj. Gotowała odkąd pamiętam. Dodawała czasami vegetę lub kostkę rosołową.

Zapętliłam się.

Zawsze wiedziałam, że będę dobrą mamą. Miałam silnie rozwinięty instynkt macierzyński, nie tylko w stosunku do dzieci własnych czy tych, z najbliższego otoczenia.
Chciałam, aby moje dziecko miało wszystko. I nie mam na myśli drogich zabawek, zagranicznych wyjazdów czy pięknego apartamentu na własny użytek.
Raczej chciałam dać mu miłość, troskę, uśmiech, cierpliwość. Mieć dla niego czas. Odpowiadać na pytania nie odsyłając bez namysłu.
Przyszło mi żyć w czasach niewolnictwa. Jesteśmy niewolnikami postępu cywilizacyjnego. Konieczności samorozwoju. Ekologicznego żywienia. Bezstresowego wychowania. Drugiej Matki. Popadamy ze skrajności w skrajność.
Z każdej strony atakują nas kampanie "pro". Bo dziecka nie należy stresować. Bo karmić należy ekologicznym jedzeniem. Bo kształcić trzeba od małego. Edukować. W rozwój inwestować.
Nie wolno nam solić zupy. Mięso z kurczaka jest trucizną, bo antybiotykami napychane. A przyzwolenie na oglądanie bajek świadczy o złym rodzicielstwie.
Nasi rodzice karmili nas tym co było. Prali w tym co wystawili na półki w PSS Społem, włączali bajki na kasecie video, kiedy potrzebowali ugotować obiad czy przygotować świąteczną kolację, pozwalali włóczyć się koło bloku z rówieśnikami.
Dzisiaj jestem Mamą. Nie pamiętam, aby zupa była zbyt słona. Wysypki nie miałam. Zresztą żadnych alergii czy problemów skórnych od tamtych proszków do prania, a czas spędzony przed telewizorem czy "przed blokiem" nie upośledził mnie na tyle, bym nie była w stanie skończyć studiów.
Upośledził mnie natomiast postęp cywilizacyjny.
Czasami czuję się, jakbym nie dojrzała do życia w tych czasach.
Czuję się niewolnikiem naszych czasów.
Otwieram lodówkę, stoję nad garnkiem i szukam natchnienia. Gdy odmrażam pierogi przygotowane wcześniej przez Babcię, jestem Panią Domu gorszej kategorii. Do kupna mrożonych, pakowanych fabrycznie, sprzedawanych w każdym jednym markecie, przyznawać się nie należy.
Gdy spędzam z dzieckiem czas w domu, nie daj Boże jeszcze przy ładnej pogodzie, czuję się złą matką. Powinnam przecież na świeżym powietrzu, lub co najmniej w miejscu, które oferuje szeroki zakres zajęć rozwojowych. Rozwija się dzisiaj wszystko. Nawet u dwulatków. Od umięjętności tanecznych, aktorskich, wokalnych, po językowe czy matematyczne. Jeśli w to nie "inwestuję" czuję się Matką Gorszej Kategorii.
Oszaleć idzie!
Czasami chcę być "bardziej" niż potrafię.
Czasami mnie to męczy. A co najgorsze odbiera radość macierzyństwa.
I zazdroszczę mojej mamie.  I sobie samej chyba też. Że pozwalała sobie na tak "drastyczne" ruchy jak wrzucenie  kostki rosołowej do zupy, wypuszczenie nas na długie godziny przed blok, pranie, ubieranie nas i żywienie produktami, które z ekologią miały tyle wspólnego co miód sztuczny z naturalnym. 
Tak! Rodzicielstwo naszych czasów jest trudniejsze niż rodzicielstwo czasów naszych rodziców.
My dzisiaj musimy być tacy idealni, tacy perfekcyjni, i tacy....jak chcą nas widzieć inni i jakimi chcemy, aby nas widzieli, że...zatracamy sens i radość nie tylko  rodzicielstwa, ale i życia.

Stoję nad zupą ogórkową. Ugotowaną na mięsie z indyka ( bo ponoć nie faszerowane antybiotykami). W szufladzie eko "vegeta". 
Stoję i myślę.
Jutro będzie nowy dzień. Oby moje życie nie było takim bez smaku jak zupa z ekologicznych warzyw, na ekologicznym mięsie, z ekologicznymi przyprawami...


fot. 7dni.wordpress.com

15 komentarzy:

  1. W 100% zgadzam się z Twoimi myślami, i też dziś robiłam ogórkowa i uwierz że pomyślałam o tym samym... brakuje mi tego czegoś, to nie ta sama zupa co w' 97 po powrocie ze szkoly. Też czuje ta presję czasem aż głową boli nie wiadomo kogo słuchać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. I jakoś nasze dzieciństwo mimo iż nie należało do eko, bezstresowego itd to było piękne mimo wszystko, i bez względu na wszystko... Złote lata 80-te i 90-te :)

      Usuń
  2. Ostatnio o tym rozmawialam z kolezankami i tez mam zamiar napisac podobny post, bo juz mnie to co sie dzieje w kolo irytuje ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. brawo brawo brawo czekalam na ten tekst u ktorejs z mam blogerek bo wszedzie te eco tez bezstresowe wychowanie nawet zabawki musza byc takie i takie te eco i bron boze nie barbi bo nie wychowuje tylko czy my mamy lat 80tych jestesmy uposledzone i swiecimy bo nie bylo jedzenia eco(a moj maz stwierdzil ostatnio ze te drewniane to chyba bardziej sie mamom podobaja) wszedzie tylko eco i rozwoj i intelekt jestem tym przytloczona.do tego stopnia ze zatanawiam sie z kazda podana rzecza corce czy aby napewno nie jest tak za duzo cukru bo on taki zly

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wszystko jest fajne, ale w umiarze. Nawet najpyszniejszego deseru nie da się zjeść w niezmierzonej ilości... I właśnie o to mi chodzi. Te cudowne czasy odbierają nam radość ze wszystkiego...Bo ciągle gdzieś z tyłu głowy ta myśl, że MUSZĘ być taka, by się w kanony wpasować....

      Usuń
  4. Wiesz co Ci powiem? W moich zupach rzadko znajdziesz mięso(bo potem je wyrzucam, nikt prócz ewentualnie dzieci go nie chce jeść), znajdziesz za to kostkę drobiową Winiary Mniej Tłuszczu, Mniej Soli. Dzieciaki zapycham biszkoptami, kiedy nie mam pomysłu na zdrowy podwieczorek. Bo jak nie ma mleka w butelce, to daję Zosi Łaciate z kartonu. Bywa, że jedzą sklepowe, nie wiejskie jajka. Warzywa i owoce jedli do niedawna też z supermarketu, ale wreszcie mamy zajefajny warzywniak pod blokiem. Bajki lecą co rano, kiedy maluchy plątają się pod nogami, a ja muszę ich i siebie wyprawić z domu. Fakt, 100% możliwego czasu spędzamy na dworze, bywa że 4-5h dziennie. Przez to jednak prawie nie bawimy się w domu i nie rozwijamy umiejętności różnego rodzaju, bo nie starcza już na to czasu. Szczytem naszych obecnych możliwości jest zbudowanie garażu z klocków lego dla Stasiowych autek, albo ułożenie puzzli. I nie, nie czuję się przez to złą matką. Bo moje dzieci nie chodzą głodne, brudne i smutne. Bo mam zawsze czas i ochotę je przytulić, pocałować, mówić że ich kocham. Bo wspieram ich samodzielność, chwaląc za postępy. Bo jestem dla nich codziennie, nawet jeśli przez sporą ilość czasu nie z nimi, a obok nich. Bo gotowanie, pranie, zmywanie, wieszanie, prasowanie, sprzątanie...
    Za to weekendy są totalnie dla nich.
    Jesteśmy szczęśliwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i jak się na Ciebie patrzy, to się widzi szczęśliwą, nie zestresowaną, wolną od tego wszystkiego kobitę. I tylko brawo bić, że nie dałaś się w te ramy zamknąć :) Też bym tak chciała... :D

      Usuń
  5. Dodaj do tego jeszcze, że musicie jak osły na to wszystko zarobić, bo ta eko pożywienie, te ubranka fair trade, zajęcie dodatkowe... to wszystko kosztuje dwa razy tyle niż normalne żarcie , ubrania.. ale sami sobie taki los zgotowaliśmy... kto teraz puszcza dzieci przed blok , rzadko kto bo tam na pewno czyha banda pedofilii albo porywaczy i gwałcicieli. Natłok negatywnych informacji, którym jesteśmy codziennie bombardowani starszy nas każdego dnia... Stawiamy na rozwój indywidualny jednostko hodując samolubów i introwertyków zasypywanych toną badziewia, niekoniecznie komukolwiek potrzebnego... Co z tego, że niedługo wszystkie dzieci będą mówić po angielsku, będą tańczącymi super elokwentnymi marionetkami... Każdy musi mieć super urządzone mieszkanie, samochód, musi jeździć na super wczasy... Konsumpcja, konsumpcja, konsumpcja... wzrastająca ilość osób na świecie przyśpiesza ten proces, zasoby maleją, a pracę powinien mieć każdy. więc wmawia się ludziom, że potrzebują coraz więcej i więcej... tak napędza się ten świat ,,, Ciągle słyszymy musisz, powinieneś, dobrze by było... Mało tego ludzie sami to napędzają, ciągła inwigilacja, z jednoczesnym nadmiernym ekshibicjonizmem co po niektórych, wrzucanie postów na Fb co się jadło, gdzie się było , bo to modne i fajne... Instagram... To ludzie ludziom zgotowali ten los...

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja się nie przejmuję :P gotuję na co mam ochotę i z tego co mam pod ręką. Fakt, od niedawna mieszkam na wsi i mam eko jajka od eko kur, eko warzywa i owoce. Ale przedtem i tak w marketach kupowałam, bo taniej. Mleko tylko UHT uznaję :P Ciuchy w lumpach albo od innych matek kupuję. Czasem nowe, jak przeceny są. Bajki lecą non stop, na dwór wychodzimy na podwórko i dziecko pomaga przy czym chce, dla niego to zabawa. Dziecię czyste, najedzone i uśmiechnięte, to chyba najważniejsze.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedyś to w ogóle wszystko było inne i lepsze. Teraz ta nowoczesność już mnie naprawdę dobija na każdym kroku...wszystko musi być teraz takie na '' tip top '' i na czasie. Eko,handmade,drewno i najlepiej wszędzie styl skandynawski...nawet czasami mam wrażenie,że ludzie wydają się tacy zbyt dopasowani to tego całego eko zamieszania,że aż wydają się nazbyt sztuczni choć są EKO ;) ;p

    OdpowiedzUsuń
  8. Rodzice karmili nas tym co było w sklepach, ale to co tam było, było o niebo zdrowsze niz to co mamy dzisiaj na uginających sie półkach w supermarketach. Miałam jedna pare spodni, dwa dresy i co roku czerwoną lub granatową kurtkę zimową (bo w innych kolorach nie produkowali) raz tylko byłam na wczasach z rodzicami nad morzem (co i tak było sukcesem). mimo to uważam, że moje dzieciństwo było szczęśliwsze niż dzieciństwo moich dzieci, a jaka będzie ich przyszłość w tym zagonionym świecie??? wolę się nie zastanawiać

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak z tą zupą to jakaś paranoja. Kiedy ostatnio robiłam przepis na blogu ze zdjęciem kostki, posypała się na mnie krytyka, że jak tak mogę truć dzieci ( kostka była ekologiczna). Tak, przyprawiam dzieciom jedzenie, bo nie tylko one jej jedzą, ale mój mąż i ja również, i mamy ochotę zjeść ją ze smakiem. Oczywiście wolę wypić mleko prosto od krowy kupione na wsi od chłopa, jeszcze ciepłe, niż z butelki z supermarketu, ale nie mam zamiaru tracić pół dnia na jego zdobycie, faktycznie rozsądniej spędzić ten czas z dzieckiem. Jeśli mam wybór, zawsze wybiorę zdrowsze, ale też nie popadajmy w paranoję.
    Kolejny przykład, gdy zapisywałam Ryśka do przedszkola, panie po pierwszym dniu zapytały: "A on się wcześniej nie uczył angielskiego? Bo dzieci już wszystko znają." Kopara mi opadła. 3 letnie dziecko powinno być po kursie dla średnio zaawansowanych.
    No nic, nam jest ciężko, ale naszym dzieciom będzie jeszcze ciężej.
    Bardzo fajny tekst ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przyznam szczerze, że jest to najlepszy wpis jaki kiedykolwiek przeczytałam. Tak bardzo oddaje sytuacją obecnego rodzicielstwa.
    Codziennie kiedy widzę słońce za oknem czuję się taką złą matką, bo pracuje w domu i moje dziecko zamiast pół dnia na świeżym powietrzu spędza go w domu układając puzzle, oglądając Peppe czy robiąc inne tak mało rozwojowe rzeczy.
    Do tego zupa, na początku przygody z gotowaniem dla córeczki dużo bardziej eko, teraz dużo bardziej jednak mamusina... Vegety co prawda nie dodaję, ale daję sól - biedne dziecko aż uszami trzęsie na tą ogórkową czy pomidorówkę - a ja pękam z dumy bo jest taka... jak u mamy.
    Tylko tych warzyw i owoców ciągle za mało. Jak to zrobić żeby było 5 porcji, jak nie spróbuję tak nie wychodzi.
    Robię soki na zimę, mrożę owoce, warzywa ale to wciąż za mało...
    A kiedy wychodzimy na spacer ona jest taka różowa. Teraz królują szarości, brązy... ale ona chce suknie, chce torbę. Jest tak bardzo nie na czasie, a jednocześnie tak bardzo szczęśliwa. Co Ci inni rodzice o mnie pomyślą jak to zobaczą...
    A wspominam dzieci mojej siostry, które prawie wychowywałam. Nie było jeszcze kilka lat temu tego parcia, tego ciśnienia, oglądałam z nimi bajki, jadłam ciastka, nie miały zabawek "interaktywnych". Ale one są takie mądre. Jak to się mogło stać? Siostry jako samotnej matki na eko nigdy nie było stać. Ba kilka lat temu mało kto znał to wyrażenie.
    Mimo tego obecne czasy sprawiają, że czuję, że ciągle robię coś źle, za mało, nie tak jak potrzeba...

    Bardzo dziękuję za ten wpis. Dobrze poczuć, że nie jest się jedyną złą matką na świecie ;)

    Pozdrawiam,
    Asia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gosia Kacprowska14 sierpnia 2015 17:45

    Nie ma co porównywać do czasów naszego dzieciństwa. Wówczas produkty w sklepie były na równi z dzisiejszymi super eko 😉
    Ale prawda,że część rodziców przesadza z tym ultra nowoczesnym życiem = gotowanie, wychowywanie dzieci, ubiór...itp.
    Pozdrawiam a tymczasem idę gotować zupę na jutro ogorkowa

    OdpowiedzUsuń