niedziela, 2 listopada 2014

Daj szczęście innym, nie bądź człowiekiem sukcesu!


>>Istnieje taki kraj przedziwny,
jak świetnie wszyscy wiecie,
gdzie nie wybaczy się sukcesu
bliźniemu za nic w świecie.<<


fot. stripgenerator.com




"Dziwny jest ten świat"...chciałoby się powiedzieć na początku tego wpisu.
Impreza rodzinna. Z tych w rodzaju "u cioci na imieninach". Najczęściej jeden stół dla dorosłych, drugi ( w oddzielnym pokoju) dla dzieci. Te ostatnie zajmują się same sobą. Dorośli prawią. O pogodzie na początek, po kilku głębszych już o polityce, o Heni spod "szóstki". O czymkolwiek. Schodzi na dzieci. I zaczyna się. A bo moja umie to. A mój tamto. A Ala tak pięknie tańczy. Zosia śpiewa.
"Aniuuuu! pozwól na chwileczkę. No pochwal się jak pięknie inwokację recytujesz."
" O! jaka zdolna!"- wtóruje ciocia.
" A Bartek po angielsku cały alfabet już zna, Bartuś, no pochwal się ciociom i wujkom"
"ej, bi si, di..."
Coś w tym złego? Absolutnie. Robimy to wszyscy. I uczymy nasze dzieci, aby z sukcesów były dumne. Aby potrafiły się cieszyć choćby z małych rzeczy. Chwalić swoimi sukcesami w granicach zdrowego rozsądku. Tak wprawnie nam to wychodzi. Tacy szczęśliwi jesteśmy, że nauka nie idzie w las.
A ta iść w las powinna niestety... Dlaczego?
Wchodzi to nasze dziecko w dorosłość i nagle okazuje się, że nigdy, pod żadnym pozorem, nie powinno się chwalić. Nie powinno być dumne. Nie powinno cieszyć się z własnych sukcesów. A co najmniej- nie powinno o tym prawić głośno.
Jak to? Przecież Mama uczyła inaczej. Tata wtórował. 
Gdy byłeś dzieckiem! Dorosłość wygląda jednak zgoła inaczej.
Tu już nawet nie chodzi o brak kultury. O przechwałki. O wywyższanie się.
Sukces boli.
A najbardziej boli innych...
My Polacy, taką mamy mentalność, że lubimy porażki innych. Nieistotne czy na tym zyskujemy my sami czy też nie. Nieważne nawet czy zyskuje na tym ten drugi.
Ważne, iż świadomość porażek innych, maskuje nasze niejednokrotnie spaprane życie, problemy i porażki osobiste.
Sukcesy innych, często uświadamiają nam jak słabi jesteśmy my sami. Jak mało osiągnęliśmy. Jak nie podołaliśmy.
Sukcesy innych nie motywują nas do działania, nie dają energetycznego kopa, który sprawia, że cisną się nam na usta słowa:" jeszcze Wam pokażę na co mnie stać".
Sukces innych boli. I jeśli w jego przeżywaniu nie przeszkodzimy drugiemu człowiekowi, to przynajmniej go nie wesprzemy. " A dlaczego ma mieć lepiej niż ja...?"

W "Mini wykładach o maxi sprawach" Leszek Kołakowski mówi:
„Dwa głodne niedźwiedzie mogą się bić o schwytaną rybę, należy jednak sądzić, że gdy niedźwiedź jest nasycony, nie przychodzi mu do głowy, by wydzierać ryby innym niedźwiedziom po to, żeby tamtym nie było za dobrze i by nie zaspokoiły swego głodu. Inaczej wszelako u ludzi; ludzkie potrzeby nie mają granic fizjologicznie określonych i widzimy, zwłaszcza u tych przez los wybranych, że nigdy nie mają dosyć: nigdy dość sławy, nigdy dość pieniędzy albo sukcesów, albo uznania.
Dzięki tej zdolności do nieograniczonego wzrostu potrzeb ludzie zarówno są twórczy, jak i też nieszczęśliwi: niezaspokojenie jest najoczywiściej źródłem twórczych wysiłków, jak i też poczucia upośledzenia.” 

Życzę więc i sobie i Wam, braku sukcesów - jeśli chcecie mieć ludzi blisko siebie i po swojej stronie ( nie łudźcie się jednak, iż w porażce otoczy Was grono chętnych do pomocy i wsparcia), lub samych sukcesów, okupionych często samotnością, zawiścią i niezadowoleniem ze strony innych.
Hmmm..co lepsze? 

 

5 komentarzy:

  1. Znam ten temat jak cholera ale walczyc z wiatrakami nie bede, przepraszać też nie mam zamiaru. Mentalność, a w moim przypadku i malomiasteczkowosc.

    OdpowiedzUsuń
  2. w sumie napisałaś wszystko dokładnie jak jest. A jak się ktoś szczerze cieszy, że komuś wyszło to jakiś podejrzany, no i pewnie udaje, bo to nie możliwe :D A co do chwalenia się dziećmi, to ja akurat tego w sumie nie pojmuję zwłaszcza, że często każe się dziecku coś recytować/tańczyć/śpiewać, a Ono nie ma na to najmniejszej ochoty. Kojarzy mi się to z tresowaną małpką i nienawidzę, jak ktoś próbuje zmuszać Bena do czegoś. Dla mnie, to jak chce to powie, ale jak mówi "nie", to też ok, a nie: "no zatańcz, no przecież potrafisz, no zrób to, no bądź grzeczny (!)"...

    OdpowiedzUsuń
  3. nigdy nie popisuję się dziećmi na imprezach

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie to prawdziwe... Ostatnio nawet w mojej miejscowości rodzinie się zaczęło powodzić, udało się rozkręcić własny biznes, poprzez własną ciężką pracę uzyskali wielu zadowolonych klientów, a co za tym idzie, zaczęło im się powodzić finansowo. Oczywiście znaleźli się ludzie, których zaczęło to na tyle boleć, że spalili im samochód ze sprzętem, dzięki któremu tym ludziom udało się wybić.
    Dziś jest tak, że ludzie widząc sąsiada z nowym samochodem, najchętniej poprzebijaliby im opony, a jak ktoś ma dobrą posadę w pracy, to się mówi "pewnie po znajomości", "pewnie przez łóżko", "pewnie bogaty tatuś załatwił" itp. Co z tego, że człowiek poprzez własną pracę dobrnął do tego..

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mieszkam na wiosce i u nas nie ma czegoś takiego, ale jak bywam u brata w Warszawie to się zaczyna a mój to do takiej szkoły chodzi, takie buty nosi itd. Normalnie szlak trafia.

    OdpowiedzUsuń