wtorek, 9 grudnia 2014

Fajne prezenty dla dzieci vs kiepskie nawyki...czyli czego nie polecamy i dlaczego?

fot. polki.pl

W okolicach Dnia Dziecka, Mikołaja, czy Gwiazdki, zarówno w gazetach, czasopismach, telewizji jak i na portalach internetowych traktujących o dzieciach, znaleźć można tysiące rad: jakie zabawki i produkty wybrać na prezent dla dzieci w określonym wieku. Sklepy internetowe również wprowadzają ułatwienia, kategoryzując:" dla chłopca", "dla dziewczynki", "edukacyjne", "ogrodowe", "kreatywne" itd. 
Dzisiaj nie będę kolejną, która powie Wam, co dla Waszych ( lub cudzych) dzieci na prezent wybrać powinniście. Podpowiem Wam natomiast jakich prezentów nie robić. I nie chodzi mi tu o względy bezpieczeństwa. O rodzaj zabawy. O design. 
Powiem Wam o zabawkach i przedmiotach, których nie polecam, ponieważ efekt ich użytkowania może Was mocno zaskoczyć... 

Pamiętajcie jednak, że nie znaczy to, że nie nadają się wcale i dla nikogo. Nadają. W pewnym wieku mogą nawet pełnić funkcje dydaktyczne, edukacyjne, rozwojowe. Dostosować je jednak należy do wieku dziecka i pamiętać o tym do czego, od kiedy i do kiedy mają służyć. 
Startujemy..

Stolik z blatem do rysowania kredą lub flamastrem- w pierwszej chwili wzbudzający zachwyt, nie tylko rodzic nie musi biegać po kartki, które wykrada z własnej, domowej drukarki, ale z głowy ma na chwilę dziecko. Bezkarne bazgranie po meblach? które dziecko o tym nie marzy?
Po pierwszym uniesieniu, przychodzi już zdrowy rozsądek. O ile starsze dziecko zrozumie, że to jedyny stolik w domu po którym wolno pisać, o tyle wytłumaczyć młodszemu, że Twój designerski stolik kawowy, na który odkładałaś miesiącami, nie jest kolorowanką, notatnikiem, ani bazgroszytem- będzie znacznie trudniej. No bo skoro pozwoliłaś pisać po stole, to jakie to ma znaczenie, po którym?




Ściana z farbą magnetyczną- podobnie jak w przypadku stołu- u starszaków świetna zabawa, u młodszych dzieci...może Cię zadziwić dzieło stworzone na świeżo odmalowanej ścianie w salonie. Wolno malować po ścianach tzn. że wolno! A co!



Nocnik/ krzesełko- jak mawia klasyk: " co jest do wszystkiego, to jest do niczego". W tym przypadku szczególnie się z tym zgodzę. Sama przez odpieluchowywanie przechodziłam i wiem ile rodzic jest w stanie zrobić, aby nie chodzić za dzieckiem jak za szczeniakiem, ze szmatą w dłoni, lub nosem wytężonym, aby wyczuć, z którego kąta domu dochodzi smrodek. 
Ale żeby nocnik- krzesełko? Z wielu względów takim wynalazkom mówię NIE!
Po pierwsze- nocnik to nocnik. Toaleta. I niech nią pozostanie. Niech dziecko ma świadomość do czego służy i jak się jej używa. Siadając na nocniku- krzesełku, w którym dziecko może się bawić w najlepsze, nie tylko odwracamy jego uwagę, od czynności do których jest przeznaczone, ale istnieje ryzyko, że wychowamy kolejne pokolenie "toaletowych prasówkowiczów" ;)
Po drugie- czy Ty jesz, bawisz się, czy załatwiasz inne sprawy korzystając z toalety? Nie wyobrażam sobie dziecka wycierającego sobie pupę na przemian wciskając guziczki uruchamiające melodyjki, a następnie wieńczy dzieła- dojadając w bądź co bądź krzesełku... W sumie to po co myć ręce po siusianiu...



Chodzik- zaraza dzisiejszych czasów, postępu cywilizacji, zapracowanych rodziców. Dla chwili spokoju są skłonni zapakować dziecko w tenże pojazd, aby odetchnąć kiedy dziecko z prędkością światła rozbija się o szafki kuchenne, zwisając, narażając kręgosłup jak również stawy, bioderka i stopy na urazy i wady rozwojowe. 



Mniej więcej tę samą funkcję zaznania chwili spokoju ma kojec. Sam w sobie może się świetnie sprawdzać, gdy będąc z dzieckiem sami w domu, potrzebujemy skorzystać z toalety, umyć od tygodnia niemyte włosy, lub wykonać inną czynność, do której wykonania niekoniecznie musicie i chcecie zaprosić dziecko. Kojec jednak to nie przechowalnia bagażu i nawet jeśli wydałaś na świat ten szczególny egzemplarz, który da się w kojcu zamknąć, nie stawiając połowy osiedla na nogi to pamiętaj o jeszcze jednej ważnej rzeczy: kojec nie jest "urządzeniem wielofunkcyjnym".
Jeśli dziecko ma się w nim bawić- niech wie, że jest to miejsce zabawy. Jeśli spać- niech nie kojarzy mu się to miejsce z zabawą. Nie dawaj mu tam jedzenia, albo co gorsze- nie kładź wśród resztek jedzenia spać. Czy Ty jesz w łóżku, śpisz i bawisz się...? Yyyy...no dobra...pomińmy ten argument...



Fotelik do karmienia- bujaczek- kołyska w jednym- podobnie jak w przypadku poprzednich. Rynek oferuje teraz coraz więcej cudownych sprzętów, umilających nie tylko dziecku, ale i rodzicom czas. 
Pamiętajmy jednak, że to co przeznaczone dla maluszków do zabawy, nigdy nie będzie dobrą kołyską czy łóżeczkiem. Jeśli nawet dziecko zaśnie w takim wielofunkcyjnym CZYMŚ- przełóż je do łóżeczka. Podobnie sprawa ma się w przypadku fotelików samochodowych. Zaśnij na krześle. Pośpij dwie godziny i wstań szczęśliwy z....postrzałem karku...



Dołożycie coś do tej listy?


Ps. wszystkie rzeczy wygooglowane- z wiadomych względów nie podlinkuję :P

7 komentarzy:

  1. Świetny post przydatny :) podoba mi się

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszelkiego rodzaju "skoczki" - nie do końca wiem co to ma robić oprócz uwolnienia rodziców od dziecka. W ogóle jestem przeciwnikiem takich udziwnień, to po co komu to dziecko? żeby się od niego odgradzać, uwalniać? no bez przesady! www.majciakombinuje.blogspot.com
    Witamy wśród żywych!

    OdpowiedzUsuń
  3. i leżaczki- bujaczki, które stają się wielofunkcyjne. Poza tym myślę, że należy apelować do rodziców i dawców prezentów o rozsądne ich wybieranie. Po co rocznemu dziecku tablet albo pięcioletniemu kład? rozumiem, że przed rozwojem technologii nie uchronimy naszych dzieci, no i niby po co. Jasne jest też to, że nie będą się one bawiły zabawkami z "poprzedniej epoki" ;) ale dobrze dobrany prezent do wieku ma ogromne znaczenie. Czasem wydaje mi się, że dorośli kupują te wszystkie gadżety z myślą o sobie...

    OdpowiedzUsuń
  4. i wszystkie gadżety z monster high i inne tego typu paskudztwa, ohyda której nigdy nie kupię żadnemu dziecku

    OdpowiedzUsuń
  5. co do leżaczka bujaczka z komentarza Wioletty sie nie zgodze. mmielismy dwa dla blizniakow i dzieci je uwielbialy. zostawilam jeden dla rodzicow w apartamencie jaki wynajmuje i chetnie korzystaja. dziecko sie wycisza,jest mu wygodnie, moze sie pobujac i ogladac zabawki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że w temacie leżaczka chodziło o to, że nie służy tylko do zabawy i wyciszenia ale w wielu przypadkach do karmienia, drzemki itd. Co do tych ohydnych lalek, tez sie zgadzam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ulubioną zabawką mojego dziecka jest mama:) Tak było od zawsze. W ciąży zamówiłam mega pakę zabawek z Fisher P. Żałowałam gdy córka zaczęła się tym bawić od tamtego mamentu nie kupiłam jej ani innemu dziecku żadnej integracyjnej zabawki. Teraz moja córa kocha książki i w nie inwestuje. Kupujemy też jej zabawki drewniane lub robię je sama bądz przerabiam. Chociaż miałam huśtawkę samookołyszącą i z niej byłam bardzo zadowolona bo ktoś obiady i obowiązki domowe wypełniać musiał a miałam ich dużo, męża pracującego na dwa etaty, maleństwo, cały dom i dwa psy:)
    Najbardziej rażą mnie zabawki integracyjne lub lale które mówią z błędami( brrr) !!! Odkąd jestem mamą zwracam uwagę aby np w książkach vel zabawkach przedmioty nie miały twarzy . Rynek zalewają brzydkie i niemądre zabawki niestety....

    OdpowiedzUsuń