czwartek, 11 grudnia 2014

(Mniej) szlachetna paczka- czyli komu i czy pomagamy?



fot. national geographic

Do napisania tego posta zainspirowała mnie Monika.
Poprosiła na swoim fanpage'u, aby każdy przelał choćby złotówkę na konto wszystkim doskonale znanej akcji charytatywnej. Jej intencje niewątpliwie były dobre. Sama nie ma chyba zbyt łatwo w życiu, więc chce pomóc innym lub do tej pomocy zainspirować innych.

Kiedy tylko zbliżają się święta, na portalach internetowych, na blogach, fanpage'ach aż roi się od ogłoszeń i apeli o pomoc potrzebującym.
Po tym co napiszę zapewne mnie zlinczujecie. Posypią się pewnie "hejty". Głównie anonimowe.
Być może nawet okrzykniecie mnie zimną babą, którą dopadła choroba zwana znieczulicą. Może nawet porównacie do Ebenezera Scrooge'a, z powieści Dickensa. Zaryzykuję.

Święta wypadają dwa razy w roku. Przynajmniej w naszej religii.  Wtedy budzą się ludzkie sumienia. Ale czy rzeczywiście?
Apelujemy do siebie nawzajem, o wspieranie akcji charytatywnych, o przysłowiową złotówkę, o mąkę, domestos i inne darowizny. Tylko czy potrzeba nam o to apelować?

Pomagaj anonimowo
Ktoś powie, jeśli prowadzę bloga, powinnam pomóc, bo skupiam wokół siebie pewną liczbę fanów. Ale przecież dookoła mnóstwo jest ogłoszeń, apeli i próśb o pomoc w akcji. Każdy pewnie trafia codziennie na choćby jedną. Fakt, iż opublikuję na swoim blogu prośbę o pomoc dla jednej z bardziej znanych akcji w Polsce, nie sprawi, że pieniądze na jej konto zaczną spływać garściami. 
Ciekawe ile z tych osób, które wpisują w komentarzach "przelane", "zrobione"- rzeczywiście to robi...

Pomagaj na co dzień
Fajnie jest być Świętym Mikołajem. Ale dlaczego tylko raz w roku? Czy tony jedzenia przywiezione danej rodzinie tuż przed świętami ( nawet jeśli brać pod uwagę i Boże Narodzenie i Wielkanoc) wystarczą na cały rok? Pomagajmy mniej- a częściej. Oczywiście w święta jakoś bardziej wypada się podzielić tym co się posiada, nawet sumienie bardziej gryzie, ale tuż po świętach często taka osoba czy rodzina znowu zostaje sama z sobą. Przecież pomaganie między świętami nie jest już takie modne i publicznie wielbione.

Pomagaj tam gdzie nie pomagają inni
nie trzeba sięgać do mediów, telewizji, radia, prasy, aby dowiedzieć się o osobach, którym przydałaby się owa pomoc. Powiem więcej- często, tuż za rogiem, być może piętro niżej, w klatce czy domu obok, dzieci wychodzą głodne do szkoły, a na ścianach zalega grzyb. 
Pójdę jeszcze dalej- być może nawet w Twojej własnej rodzinie, jakaś matka nie ma czego wrzucić do przysłowiowego garnka, aby nakarmić dzieci. Dlaczego łatwiej nam  pomagać obcym niż rodzinie czy znajomym?
Gdy byłam dzieckiem, do pewnego momentu całkiem nieźle powodziło się mojej rodzinie- ojciec " na exporcie", kupki pieniędzy leżały w barku, pierwszy na osiedlu telefon komórkowy w walizce i inne dobrodziejstwa, pierwszy w bloku kolorowy telewizor, który ściągał do nas wszystkie sąsiadki na "Niewolnicę Izaurę". Później nagle się to odmieniło. Czasami burczało nawet w brzuchu. Ale moja mama zawsze widziała tych, którzy żyją gdzieś blisko i mają jeszcze gorzej. Zarządzała "wietrzenie szaf" i tak co niepotrzebniejsze rzeczy lądowały u sąsiadów, ku radości zarówno sąsiadek jak i ich dzieci.
Tym zapewne nie pomagała żadna "paczka" ani inna instytucja charytatywna.

Pomagaj po trosze
nic bardziej mnie nie irytuje niż wielka akcja pomocy jednej osobie czy rodzinie przez szkołę, klasę itd. Nie mam tutaj oczywiście na myśli np. zbiórek pieniędzy na konkretny cel, dla chorej osoby, czy tej wymagającej zakupu drogich sprzętów medycznych, długiego leczenia itd.
Mam tu na myśli zbiórkę np żywności, opału i innych takich. Bo ile wspomnianych wyżej domestosów jest w stanie zużyć Rodzina X, którą wspiera konkretna akcja? Ile mąki "wygotować i wypiec" przez rok? Oczywiście powiecie, że zbiera się produkty o przedłużonej dacie ważności. Ale naprawdę wierzycie w to, że 500kg mąki zużywa przeciętna polska rodzina w ciągu roku? A co dzieje się z resztą? Dostają sąsiedzi, współpracownicy i...śmietnik...jeśli data ważności minęła bezpowrotnie... A inne dzieciaki nadal głodują...

Zastanawiam się czy kliknąć "opublikuj". Czy gotowa jestem na Wasz lincz, i czy jest mi to do szczęścia potrzebne. Zastanawiam się czy czemuś lub komuś to posłuży...
Tak, wcisnę "opublikuj"- nie jestem Robin Hoodem, nie mnie odbierać biednym, dając biedniejszym..Ale być może przez moje słowa Wasza babcia, prababcia, która kupuje 2 plasterki szynki, bo na więcej jej nie stać, być może Wasza sąsiadka, której dziecko przy temperaturze 0 stopni biegnie do szkoły w trampkach z pustym "lunchbox'em", uśmiechnie się przed tymi świętami, a co ważniejsze również po nich... 
Linczujcie więc...

Ps. dlaczego piszę "Wasza"? Bo nie mam potrzeby opowiadać czy i komu pomagam. Przecież nie o słowa chodzi...

11 komentarzy:

  1. Zgadzam się z Tobą Kaśka w 100% - popieram i mam dokładnie taki sam pogląd. pójdę dalej- irytuje mnie to wszystko strasznie- dostajesz pewnie mnóstwo maili z prośbami i apelami itd i ok- częśc jest pewnie i prawdziwa-część tej pomocy potrzebuje ale tak jak napisalaś -ileż jest ludzi potrzebujących wokół nas? niedobrze mi się robi gdy patrzę na "akcje" w telewizji- pomożcie-proszą ci którzy zarabiają więcej w jeden dzień niż niejedna rodzina ma na miesiąc!- pomagajmy -owszem tylko nie zapominajmy o ludziach wokoł nas- tych obok- i jak to mówią "małą łyżeczką a stale" Kaśka -podziwiam i popieram!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dostaję faktycznie. A wiesz komu pomagam? Temu co sam nie poprosi. Bo prawda jest taka, że NAJCZĘŚCIEJ ten co potrzebuje, to się zatyra na śmierć, ale nie poprosi. Przyjmie ewentualnie pomoc, jeśli ktoś wyciągnie rękę. I właśnie tym osobom chce się pomagać. Tym opuszczonym i zapomnianym..
      Akcje medialne w momencie przekazania darów ubogim, powinny mieć dopisek:" najedzcie się do syta, tak żeby Wam na rok wystarczyło..." Dzięki kochana!

      Usuń
  2. Zgadzam się i niech linczuję mnie razem z Tobą. Z Jagodą też się zgadzam. Celebryci nawołują do pomocy, podczas gdy oni kilkumiesięczną pensje potrzebujacej rodziny, jednorazowo pompują sobie w usta lub inną część ciała. Myślę, że poparcie dla tego co napusalaś, znajdziesz wśród osób myślących. Lincz będzie od tych drugich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo to takie niemodne nie pomagać..Jeśli ktoś się botoksuje i silikonuje, ale pomaga z ukrycia i dlatego o tym nie wiemy- to chwała mu za to. Idolem moim jest od dzisiaj. Ale zwykle fakty są niestety zgoła inne...
      Ps. linczu mi oszczędzili, ale milczą ;) Na znak niezgody ;)

      Usuń
  3. a ja popieram i nie, z jednej strony zgadzam się, że w okresie przedświątecznym jest istna nagonka na pomaganie, ale z jednej strony jak nie teraz to kiedy? zajmuje się wykonywaniem ręcznie robionych zaproszeń, moi klienci często pytają się mnie co wybrać zamiast kwiatów... ja im proponuje najlepszą rzecz jaką można w tym dniu uczynić...kwesta na daną rzecz(nie musi to być fundacja, nie musi być to koś obcy, może to być kwesta na kogoś kto w danej chwili potrzebuje naszej pomocy) i słyszę wtedy "o świetny pomysł" a jak przychodzi już do zamówienia to ludzie się wycofują, wolą winko dla siebie niż parę groszy dać ludziom, którym los zrobił psikusa.... my ludzie boimy się pomagać na co dzień, wolimy nie widzieć co się dzieje "za płotem" tak jest bezpieczniej i lepiej... więc jeżeli taki jeden z drugim choć raz zrobi dobry uczynek i to w okresie przedświątecznym komuś pomoże to ja popieram takie akcje :) ...

    "Anyahblog" a skąd wiesz, że ci celebryci nie pomagają? może mają kasę na silikon w tyłek i na dobry uczynek? moim zdaniem ciężko jest się chwalić dobrym uczynkiem bo zaraz by zjedli, że się lansuje, że chce być popularny, że bawi się czyimś kosztem etc.,

    Nikt nie jest Matką Teresą, żeby wszystkie swoje ciężko zarobione pieniądze przekazywać osobom w ciężkiej sytuacji. Dajemy tyle ile możemy.

    to pisałam ja Chori

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że pomagać. Tylko wiesz...mnie irytuje to pisanie o okazanej pomocy na FB, na innych portalach społecznościowych. Po co nam to? Być dobrym można też z ukrycia...A najcenniejsza jest ta pomoc, kiedy wszyscy już zapomnieli...no bo święta przecież minęły... :/

      Usuń
  4. Zgadzam się z tym co powiedziałaś. Co prawda pomagam w szlachetnej paczce bo nie mam wyboru. Chodzę jeszcze do klasy maturalnej, więc złożyłam się po te 5 zł aby mogli coś za to kupić którejś z rodzin, której pomaga moja szkoła. Nie mam nic przeciwko. Najbardziej irytują mnie "prośby" o daną rzecz. W zeszłym roku pan prosił o obuwie, w tym ktoś zażyczył sobie rower, a nawet małe dziecko rolki. Ale niedawno dowiedziałam się z pewnych źródeł że jedną z rodzin przystępujących do tej akcji jest pewna rodzina z mojej miejscowości. Co prawda w tym roku zdarzyło im się pewne nieszczęście, ponieważ w ich domu wybuchła butla z gazem. No cóż przykre zdarzenie. Nikt by nie chciał czegoś takiego. Ale sądzę że jest to po prostu sprawiedliwość. Nie przepadam za tą rodziną. Jeszcze przed wypadkiem byli cwani, dorabiali się gdzie mogli, wątpię żeby pomagali innym. Teraz tłumaczą się że potrzebują pomocy i proszą o nową kuchenkę gazową itd. A z całkowitym przekonaniem jestem w stanie stwierdzić że byliby w stanie na nią zarobić. Oboje mają pracę, synowie też 18 skończone więc mogliby się gdzieś zatrudnić. Nawet od mojej mamy w jej pracy od każdego miałabyć zbiórka po 50 zł właśnie na tą kuchenkę. No cóż co innego jest dać te 5zł a 50 zł. Tak więc sądzę że rodziny do szlachetnej paczki nie zawsze są rozsądnie wybierane. Poza tym tu powinna być poruszona kwestia "dać rybę czy wędkę" Czy nie lepiej jest takim rodzinom pomóc np. poprzez danie pracy, nawet najprostszej aby sami mogli wydać zarobione pieniądze rozsądnie? I popieram też twoje słowa "Bo ile wspomnianych wyżej domestosów jest w stanie zużyć Rodzina X, którą wspiera konkretna akcja? Ile mąki "wygotować i wypiec" przez rok?" Owszem miłe jest to że pomagamy, ale rzeczywiście nie mamy pewności co potem z tymi produktami się dzieje.Podpiszę się jako Anonim, ponieważ nie chce żadnych wyzwisk. Zawsze może się zdarzyć że przeczyta to akurat ktoś z mojej miejscowości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twój komentarz. Potwierdzasz informacje, które do mnie docierają. Ja oczywiście też pomagam. Nawet na tę nieszczęsną szlachetną paczkę. Ale jest dokładnie tak jak mówisz...Dzieci głodujących jest cała masa w Polsce..nadal! I czy akurat rodzina X musi mieć rolki, rowery i inne takie. U mnie w przedszkolu jedna z rodzin zażyczyła sobie MP4. Ja pierwszej mp4 dorobiłam się mają już dwadzieścia kilka lat. Zapracowałam na nią. I w 100% popieram!!! Dać wędkę, a nie rybę!
      Sama miałam również sytuację, że znajomi pytali mnie czy nie chcę pasztetów, konserw, które dostali z Caritasu. Normalni ludzie, którym niczego nie brakuje dostawali od znajomych z Caritasu takie "dary losu". Właśnie to mnie wkurza i stąd podejście do akcji charytatywnych prowadzonych z wielkim rozgłosem... Pozdrawiam. Ps. doskonale rozumiem Twoja anonimowość :)

      Usuń
    2. Ale na tym polega idea szlachetnej paczki, że się ten raz w roku spełnia jakieś drobne marzenie członków rodziny. A i (podobno) kryteria żeby się do tej akcji załapać, są bardzo rygorystyczne i (podobno) żadna rodzina alkoholików która przepija każdą złotówkę czy inne tego typu, nie zostają zakwalifikowane. Jednakowoż zgodzę się z tym, że ten wybór rodzin nie jest do końca przemyślany. Nasze przedszkole bierze w tym udział i z ciekawości przeglądałam opisy różnych rodzin. Niektóre mają na miesiąc na przeżycie na osobę (po odliczeniu kosztów mieszkania i rachunków, ewentualnie leków) sporo pieniędzy! Czteroosobowa rodzina, która ma po 400zł na na osobę, moim zdaniem nie powinna się kwalifikować w ogóle do takiego programu. 1600zł, przecież za to można wyżyć bez problemu. I nie wiem jak to wygląda u innych - nasze przedszkole wybrało chyba dwie rodziny i podzielili pomiędzy grupy po kilka rzeczy które można było przynosić. Po to właśnie, żeby nie było 500kg mąki i 100 domestosów.

      Usuń
  5. Te "podobno rygorystyczne" kryteria pozwalają się "załapywać" na paczkę ludziom, którzy na Facebookach mają zdjęcia mieszkań z 50-calowymi telewizorami, flaszkami z imprez, którzy nie kalają rączek żadną pracą lub traktują SzP jako źródła ekstra dochodu / sposób na zdobycie gadżetów. Wystarczy sobie profile tych rzekomo biednych osób obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Paczka pewnie pomaga, ale oni więcej wydają na te wszystkie akcje i na reklamy niż na rzeczywistą pomoc, i fakt wydaje mi się, że warto pomagać cały czas. Myślę, ze warto wybrać sobie jakiś ośrodek i stale mu pomagać. Ja wybrałam sobie taką placówkę hospicjum dla dzieci http://www.hospicjum-podkarpackie.pl/ byłam też tam i widzę na co idą moje pieniądze. a dzieci z pewnością nie są roszczeniowe!

    OdpowiedzUsuń