poniedziałek, 16 lutego 2015

Zdążyć przed Panem Bogiem...


                                     pic.emowithblood

 
Była piękna. Miała nieskazitelną jasną skórę. Ciemne oczy. Pełne usta. Jej twarz wyglądała jak namalowana na płótnie przez znanego artystę.
Gdy ktoś prawił Jej komplementy, policzki różowiły się w ten sam charakterystyczny dla Jej twarzy sposób.
Była inteligentna i błyskotliwa.
Kochała świat i ludzi. A oni kochali Ją.
Miała marzenia.
Jednym z nich była szczęśliwa rodzina: prawdziwy, męski facet i ukochane dziecko. Najlepiej dwoje.

Poznała JEGO.
Był równie piękny na zewnątrz co w środku.
Pokochał Ją już w momencie, gdy idąc korytarzem biurowca, w którym pracowali, odwróciła się, spojrzała na Niego i uleczyła ciepłem swego spojrzenia, Jego poranione po ostatnim związku serce.
Chciał już zawsze przechadzać się obok Niej. I leczyć swą zbolałą duszę. Była Jego lekiem i Aniołem. Nawet, gdy jeszcze o tym nie wiedziała.


Spotkali się na korytarzu. Uśmiechnął się. Przepuścił w drzwiach. Przywitał.
 I tak spotykali się już każdego dnia.

Zakochani. Młodzi. Piękni. Szczęśliwi. 
Mąż i żona.

Był Jej ideałem. Księciem z bajki. Lubiła każdą cechę Jego charakteru. Miała przed nim kilku partnerów, ale tylko w Nim odnalazła wszystkie cechy, które sprawiały, że bez względu na wszystko, kochała Go tak samo mocno jak pierwszego dnia. 

Tylko jeden typ mężczyzny zwracał Jej uwagę i tylko z takim potrafiła się związać. Prawdziwy, męski. Władczy. Akceptowała nawet zbyt mocne słowa i uderzenia pięścią w stół. Odpychali Ją faceci, którzy stawali się pantoflarzami. Właściwie od partnera była w stanie nie oczekiwać nic- musiał jedynie nie być pantoflarzem. Nie potrzebowała słuchać czułych słów, obywała się bez romantycznych gestów. On taki był.
Idealnie się dopasowali. 

Pewnego dnia, przyszedł z pracy z kwiatami. Powiedział, że bardzo Ją kocha, jak nigdy nikogo. Że nie wyobraża sobie, że miałby się nie obudzić obok Niej.
Następnego dnia odebrał Ją z pracy. Zamiast na zaplanowane zakupy, zabrał Ją na romantyczną kolację. 
W kolejne dni również zaskakiwał. Czarował. Rozpieszczał.
Zaczęli się sprzeczać. Początkowo o ważniejsze sprawy. Następnie o błahostki.
Irytował Ją nawet sposób, w jaki jadł jabłko.
Uświadomiła sobie, że stał się bardziej uległy, romantyczny. Że spełniał każdą Jej zachciankę. Wracał do domu kiedy chciała, zawoził na imprezę z koleżankami, przynosił śniadania do łóżka. 
Poczuła, że jest bardziej męska i władcza od Niego. 
Jej mąż stał się "pantoflarzem". I tego nie była w stanie znieść. 

Po kilku takich tygodniach, wracała do domu z plikiem dokumentów od prawnika. W teczce wydrukowany pozew rozwodowy. Oboje trzymali w dłoniach koperty. 
Ona wręczyła mu swoją tuż po zdjęciu butów. Otworzył. Przeczytał. Na Jego twarzy wymalowało się największe w Jego życiu cierpienie. Większe od tego, które dotykało Jego ciało.

Nie dał Jej swojej koperty.

Rano spakował się i wyjechał. W skrzynce na listy zostawił kopertę, którą ona wyjęła dopiero po powrocie z pracy. Otworzyła i rozpłakała się. Wiedziała gdzie ma go szukać. W ich mieście był tylko jeden szpital.

Jadąc do szpitala, wspominała ich pierwsze spotkanie na klatce biurowca, Jego uśmiechy, radości, ich wspólne wakacje i plany o powiększeniu rodziny. Wspominała śniadania przynoszone do łóżka, noszenie na rękach, ciepłe słowa. Wiedziała już, że nie był pantoflarzem. Chciał tylko najpiękniej jak było to możliwe, spędzić z Nią ostatnie tygodnie swego życia. Chciał zrobić to, czego nigdy nie robił i czego mógłby nie zdążyć zrobić. Chciał, aby poczuła, że naprawdę była Jego księżniczką.

Wpadła do szpitala. Zaprowadzono Ją przed salę operacyjną. Dalej nie mogła wejść. Guz w jego głowie pękł. Nie mógł znieść rozstania z Nią.

Tak bardzo chciała, by choć raz jeszcze, poniósł Ją na rękach, przyniósł śniadanie do łóżka, prawił komplementy i czułe słówka. 

Nie zdążyła Mu tego powiedzieć...


ŚPIESZMY SIĘ KOCHAĆ LUDZI....TAK SZYBKO ODCHODZĄ...

4 komentarze:

  1. niestety takie sytuację są codziennością....często nie da się poprawić swojego zachowania..brakuje czasu

    OdpowiedzUsuń
  2. Popłakałam się.. Idę utulić męża...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam nadzieję, że to nie historia z życia wzięta... :(

    OdpowiedzUsuń