poniedziałek, 25 maja 2015

Spowiedż.



Właśnie zorientowałam się, że niedawno minęły dwa lata naszego blogowania.
Na początku miała to być tylko forma odreagowania. Matka na macierzyńskim, która usidlona w domu w środku zimy z noworodkiem, spotyka się "wirtualnie", "wirtualnie" też ma wychodne, i "wirtualnie" zawiera nowe znajomości. Później, gdy pojawialiście się Wy ( ku wielkiemu zdziwieniu memu) i kolejne propozycje współpracy, dotarło do mnie, że to coś więcej niż tylko odskocznia. Blog stał się trochę moim domem. Wy rodziną. I było mi z tym faktem bardzo dobrze. Do czasu. 

Któregoś dnia, uświadomiłam sobie ( choć trwało to dosyć długo), że prowadzenie bloga pochłonęło mnie mocno, może nawet zbyt mocno. Żyłam przygotowywaniem kolejnych stylizacji, pogodą, miejscami do zdjęć. W pewnym momencie zaczęła mnie irytować nie tylko zmieniająca się pogoda, nieodpowiednia do danej stylizacji, którą miałam gotową, ale i wszystko inne, co utrudniało mi zrobienie zdjęć, napisanie tekstu itd. Niezmiennie Lena była najważniejsza, i jeśli nie chciała abym robiła jej zdjęcia, po prostu przekładaliśmy je na inny dzień. 
Odmawiałam też większości propozycji współpracy. A to reklama nocników, na którym miałaby siedzieć moja córka, a to pokazanie zakamarków naszego domu, albo inne propozycje, które oczywiście szanowałam, cieszyły bardzo, ale odpowiadając na maile, patrzyłam oczyma mojego dziecka. Dziecka, które za kilka lat pójdzie do szkoły. Dziecka, któremu przyjdzie spotkać się z rówieśnikami, mówiącymi co myślą. Dziecka, którego prywatność jest mi droższa, niż moja własna, bo ja swoją "zarządzam" sama. Tego trzymam się do dzisiaj. Nie pokazałam nic, czego Lenka mogłaby się kiedyś wstydzić. Nie zobaczyliście Lenki na nocniku, nie zobaczyliście jej glutków, kupek i innych tego typu historii, nie zobaczyliście również jej zalapisowanych ząbków. Może będę brutalna, ale dzisiaj mogę powiedzieć, że nie sprzedałam siebie, dziecka, rodziny i prywatności, aby kupić sobie czytelników. Jesteście dzisiaj ze mną, mimo braku wielkich hitów i newsów. 

Tym bardziej cenię KAŻDEGO z Was. Nie kupiłam Was na allegro :P  Stronę mam kiepską. Robiła się i się...nie zrobiła :P Nie komentuję na innych blogach. Rzadko mnie widać. Nie trzymam sztamy, nie przymilam się do blogerek "ze świecznika", aby któraś zaszczytnie mnie podtagowała. Nie mam ciśnienia na zarabianie na blogu.
 

Dzisiaj czuję się wolna. Piszę kiedy mam czas, nie wyciskam z siebie pustych słów, opóźniając podanie leków Lenie, celem spaceru nie jest zrobienie fotek, bo termin się zbliża. Najważniejsza jest moja rodzina. 
Może i "dary losu" rzadziej goszczą w naszych skromnych progach, ale jestem szczęśliwa. I z Wami tym szczęściem chciałam się dzisiaj podzielić :) 
DZIĘKUJEMY Wam za te dwa lata!!!





Króciutko o stylówie ;) 
mój zestaw ulubiony, czyli black&white, tym razem przełamany mocnym, energetycznym kolorem. Kurtka, którą kupiliśmy na pierwszym Hash'u w Stolycy, czyli jakieś 2 lata temu, którą uwielbiam ja i uwielbia Lenka ( się świeci:P ), spodnie i bluza/ narzutka, kupione w naszym sklepie. Bluza, to mój nr. 1 odkąd ją mamy. Właściwie jest najczęściej eksploatowanym przez Lenkę ubraniem :) Chcę taką w każdym kolorze :P A resztę doczytacie pod zdjęciami :)


























spodnie- Moda-mini  |   bluza/ narzutka- Moda-mini ( Ojtyty)  |  kurtka- Lelui  |  buty- Tkmaxx

1 komentarz: