czwartek, 2 lipca 2015

Minionki czyli bajki dla dzieci mądrych rodziców




Po wejściu na duże ekrany kolejnej części przygód Minionków rozgorzały dyskusje.
Społeczeństwo, a właściwie grupa docelowa podzieliła się na połowę.
Więcej pewnie znajdzie się przeciwników tych zabawnych żółtych ludzików w niebieskich portkach.
Co niektórzy dopatrują się tam złych wzorców, z których mały człowiek zapewne zaczerpnie, inni dopatrują się gejowskich przesłanek, jeszcze inni uznali brak dobrego zakończenia, a właściwie zakończenia z morałem za powód, dla którego jego dziecko przygód Minionków nie obejrzy.
Moje dziecko obejrzało. W kinie. Z nami. I pewnie nawet po przeczytaniu komentarzy na temat tego filmu, też by obejrzało. Dlaczego? Bo jestem mądrym rodzicem...



I tutaj zapewne pod nosem wiele z Was powie:" super mądrym rodzicem, skoro zabierasz dziecko na taką bajkę!"

1. Bajki SĄ.
Niewiele było bajek za czasów mojego dzieciństwa. Nie tak barwne. Nie tak pomysłowe. Ale były. Oglądaliśmy je, chłonęliśmy. Pamiętam jak rodzice kupili pierwsze "videło", a mama pierwszą kasetę z bajką Scooby Doo. Radość nasza nie miała granic.  Właściwie chyba na pamięć znałyśmy te odcinki. My i koleżanki, które na te pierwsze bajki videło przychodziły. Dodam jeszcze, że te bajki oglądaliśmy pod nieobecność rodziców, bo tata " na exporcie", a mama od świtu do zmierzchu w pracy. Zapewne rzucił się Wam w oczy na stronach fejsbuka tekst:

Jak mamy być grzeczni, skoro jak byliśmy mali, to oglądaliśmy Tarzana, który chodził półnago. Kopciuszek wracał o 12.00 w nocy. Pinokio kłamał. Alladyn był złodziejem. Batman jeździł 320km/h. Królewna Śnieżka mieszkała z 7 chłopakami. Popeye palił fajki i miał pełno tatuaży. Packman biegał po ciemnej sali i jadł kolorowe pigułki od których dostawał energii. Bolek i Lolek oraz Tola, żyli w trójkącie. Żwirek i Muchomorek byli parą. A Pan Kleks czytał poradniki Młodego Zielarza, Kaczor Donald chodził bez majtek, a Smerfetka była tylko jedna na wioskę!? 

Tylko czy któreś z Was, jako dziecko pomyślało w ten sposób?? :)

2.  Dziecko myśli inaczej. 
To my dorośli rozkładamy wszystko na czynniki pierwsze. Dopatrujemy się, szukamy drugiego dna. Dopasowujemy treści według tego co sami myślimy i...co mamy w głowie. 
Dziecko ogląda bajkę, śmieje się z ludzików, którym spadną spodnie, lub z zabawnego ( zdaniem dziecka) języka Minionków. Śmieje się z zupełnie innych momentów filmu niż dorosły. Najnormalniej w świecie, nie szuka podtekstów. Widzi "płytko". 

3. Motyw zła.
Owszem, pojawia się i to najgorszy wątek tego filmu. Fakt- film teoretycznie nie ma morału. Minionki widzą ogłoszenie o "Targach zła", na których mają się zjawić najgorsze czarne charaktery, złodzieje, bandyci itd. Jadą tam, aby zobaczyć Scarlet Overkill ( przetłumaczono jako Scarlet O'haracz). Faktycznie imponuje im zło. Ale to wiemy my, dorośli. Moja córka dzisiaj powtarza językiem Minionków:  "Targi ZA"- i ja jej tego nie tłumaczę. Nie poprawiam. Ona nie rozumie co to Targi zła. Tak niech zostanie. To tak jak na przykład z upadkiem dziecka. Biegnie, przewróci się, wstaje. Boli, ale biegnie do zabawy. Jeśli mamusia zaczyna lamentować, panikować, podpowiadać, "że pewnie je boli", to natychmiast rzeczywiście zaczyna boleć. 
I teraz ten najważniejszy punkt....

4. Bajka dla dzieci, mądrych rodziców. 
Dokładnie tak. I nie jest to pomyłka z mojej strony, ani tez próba wytłumaczenia siebie, bo zabrałam dziecko na tę bajkę. 
Nasze dzieci żyją w takich, a nie innych czasach. Mam wrażenie, że spotyka je więcej zła niż nas. Albo po prostu nasi rodzice nie nazywali tego złem. Czy w związku z tym, mamy zamknąć je pod kloszem, chronić przed całym złem tego świata...? Przecież dziecko pójdzie "w życie". Prędzej czy później spotka się z tym złem, w przedszkolu, w szkole, na ulicy, w telewizji. Zło się dzieje. Nie usuniemy go, nie zmażemy. Czy jeśli więc tego zła nie pokażemy dziecku, to znaczy, że ono nie istnieje?
Dlaczego uważam, że to bajka, dla dzieci mądrych rodziców?
Po pierwsze każdy rodzic zna swoje dziecko. Zna jego wrażliwość. Wie na co jest podatny. Po prostu WIE. Będzie też wiedział, nie słuchając tłumu jaką decyzję podjąć, czy pokazać ten film dziecku. 
Po drugie: mądry rodzic, potrafi zło, również to, z którym przyjdzie się spotkać naszym dzieciom- wyjaśnić i wykorzystać w celach...wychowawczych. Jakkolwiek to brzmi. 
Moja córka jest bardzo dociekliwą, mądrą dziewczynką. Nie ustępuje. Nie daje się zbyć. Dotąd zadaje pytanie, aż uzyska odpowiedź. Jest w tym niezwykle wytrwała. My zresztą nigdy jej nie zbywamy. Ja sama znalazłam jej kilka morałów w tej bajce. Tak odwróciłam sytuacje, że pokazałam jej dobro. Mądry rodzic pofatyguje się, powysila, uruchomi wyobraźnię ( której przecież z taką lekkością używa, do dopatrywania się wątków gejowskich na przykład) aby pokazać dziecku, co jest dobre, a co złe, i jak powinno się zachowywać. 
 

Oglądałam Żwirka i Muchomorka- nie żyję w związku homoseksualnym. A nawet jeśli tak by się stało, to nie sądzę by miała na to wpływ ta bajka. Ale przede wszystkim nigdy nie powiem mojej córce, że Minionki to brzydka bajka, bo "przemyca gejowskie aluzje, wprowadza gejowskie klimaty w przestrzeń pop kultury dla dzieci"- jak to opisuje Pan Bodakowski. Bo wychowuję moje dziecko mądrze, co oznacza dla mnie również: w duchu tolerancji. 


Ps. znając Lenkę i jej wrażliwość, nie zabrałam jej na "Sekrety morza". Wiem, że rozpłakała by się podczas tego filmu, bo już przy zwiastunie wyraźnie się zasmuciła i miała łezki w oczach. 
Takich emocji jej chciałam oszczędzić. Choć wiem też, że nawet jeśli poszlibyśmy na tę bajkę, bez obejrzenia zwiastuna, potrafiłabym jej wytłumaczyć nawet wątek śmierci Matki w odpowiedni dla jej wieku sposób. 
TAK, JESTEM MĄDRYM RODZICEM, tłumaczę dziecku dobro i zło, a nie udaję, że istnieje tylko dobro.

Jesteś mądrym rodzicem? :)


6 komentarzy:

  1. Świetny wpis, bardzo mądry i mogę się pod nim z pełną odpowiedzialnością podpisać!

    OdpowiedzUsuń
  2. No i super ! Ja ostatnio czytałam artykuł o tych złych Minionkach, że jak można na nie dziecko zabrać, a chwile potem oglądam z dziećmi baję "Król Lew" i co piekna bajka mego dzieciństwa, a co pakazuje? Ze wujek jest zły, że doprowadził do śmierci taty, że wygonił bratanka, całe królestwo zrujnował, co prawda ma morał, że dobro zwycięża zło, ale czy nie ma tam walki, zabijania? Jest! A każdy z nas , dzieci lat 80' chyba uwielbia ta bajkę i wspaniale j wspomina.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem mądrym rodzicem, i nie widzę problemu w mininkach czy RalfiDemolce, bo go tam nie ma. Ale ja mam trochę inne podejście do oglądania bajek wogóle; w domu rzadko kiedy idzie telewizja, generalnie jak już padnie, że bajka to staram się ją oglądać z dzieckiem, traktować to jako wspólnie i dobrze spędzony czas, a nie zapychacz czasu dla dzieciaka. Jako dziecko moi rodzice obejrzeli ze mną i bratem Króla Lwa, i do dziś pamiętam tamten seans, właśnie poprzez to, że byli wtedy dla mnie i wyjaśnili że Skaza zazdrościł Mufasie (unikając tym samym czarno białych określeń Skaza - zły, Mufasa - dobry); Ale jestem mądrym rodzicem i widzę problem w 'Włatcach móch', nie stwierdziłam jeszcze w 100% w którym worku powinny wylądować krótkometrażowe Pingwiny z Madagaskaru, ale mam trochę czasu bo dziecię jeszcze maławe na ten repertuar, Pozdrawiamy ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  4. No oczywiście, że nie każda bajka jest dla każdego dziecka. Ale myślę, że trzeba znać własne dziecko i wiedzieć co go wzrusza, czego się boi, co na niego wpływa.

    Przy Królu Lwie miałam chyba te 8 at, ale Scoobiego oglądałam wcześniej z tego co pamiętam. I w sumie nie pamiętam żadnych strasznych wątków ( które w Scoobim przecież występują) tylko fakt, że miałam bajkę! kolorową! na wideło! :D

    OdpowiedzUsuń