środa, 16 września 2015

Po roku...


 Jedna z Was zostawiła pod starym wpisem, taki komentarz:

>>Ten post powstał rok temu, a mnie ciekawi, czy Lenka zmieniła się, stała się bardziej asertywna, i jesli tak, to jak to osiągnęłaś? (...) Sama mam podobne dziecko, i myślę, że to z jednej strony jest osobowość, a z drugiej moje wychowanie nastawione na uwrażliwianie i reagowanie w sytuacjach, kiedy ona odbierała coś innemu dziecku. Mam wrażenie, że to jej jednak zmąciło w głowie, ze teraz nie wie, co i kiedy i daje sobie zabierać (ale upomina się o swoje).
Bardzo chętnie przeczytam, jaki jest ciąg dalszy asertywności Lenki, może jakieś wnioski z perspektywy roku??<<

Takich pytań dostaję od Was ostatnio bardzo dużo. Przypomnienie Wam tamtego wpisu, to pewnie jeden powód, a drugim, niewątpliwie są pierwsze dni czy tygodnie, w przedszkolu lub szkole i obserwacje, ale i lęki o losy Waszych Pociech.

Chcąc odpowiedzieć na ten komentarz i na Wasze wiadomości, ale i samej "podsumować" niejako "postępy" Lenki w tym temacie, postanowiłam napisać post z perspektywy roku.

 Początki w przedszkolu były... ciekawe. Lence NIGDY nie zdarzyło się płakać za nami. Jedyne łzy wywołane były na przykład upadkiem w ogrodzie lub na spacerze lub...agresją innych dzieci w stosunku do niej.  Brak płaczu interpretowałam na dwa sposoby: albo tak bardzo miała już dość przebywania całe dnie z mamą albo tłumiła w sobie emocje. To drugie, uważałam za znacznie gorsze. Tłumienie w sobie emocji, nie jest dobre dla dziecka. Właściwie nie jest dobre dla nikogo. Prędzej czy później obróci się w COŚ złego. Albo moje dziecko stanie się agresywne, albo zamknięte w sobie, albo...Nawet o tym myśleć nie chciałam.

Lenka wielokrotnie przychodziła z przedszkola i mówiła, że ktoś ją uderzył, że zabrał jej zabawkę, że odepchnął od pufy, popluł. Nie przewalałam odpowiedzialności za zachowania innych dzieci na Panie, bo niewiele bym tym osiągnęła. Czasami prowadziłam krótkie rozmowy z wychowawcą, gdzieś w przelocie, w korytarzu, oczywiście Panie albo nie zauważały pewnych sytuacji, albo traktowały jako jeden z wielu etapów adaptacji do życia przedszkolnego. Wcale zresztą im się nie dziwiłam. Większość grupy to dzieciaki od 2,5 do 3,5 lat. Drące się, sikające w pieluchy lub w co tam miały na tyłku, plujące, smarkające, wymiotujące na zawołanie. Postanowiłam więc nie czekać do momentu kiedy sytuacja się uspokoi, albo odwrotnie- aż Lenka zacznie również bić, gryźć i pluć.
Konsekwentnie tłumaczyłam jej, że nie może być cielakiem ( w domyśle: "jak mama"), że nikt nie ma prawa jej bić, pluć- krzywdzić w szerokim tego słowa znaczeniu. Nakłaniałam przy każdej możliwej okazji, aby zabierała swoje zabawki, jeśli ma na to ochotę, aby biegła do kolejki i nie przepuszczała nikogo, kto się wpycha przed nią, a chłopca, który pluł na dzieci w tym na Lenę, którego nawiasem mówiąc Lenka uwielbiała i plucie mu wybaczała, nazwałyśmy Lamą, bo pluł jak te widziane w ZOO. Nigdy jednak nie nazwała go tak w przedszkolu. Do tego jeszcze wrócę za chwilkę.
Siedzę i zastanawiam się... Czy moja córka zmieniła się przez ostatni rok w kwestii asertywności i "cielakowania"? Zdecydowanie TAK. Punktem zwrotnym stało się chyba pogryzienie przez dziewczynkę z jej grupy. Dziewczynka nie była Polką, znała pojedyncze słowa w naszym języku i była dosyć agresywna. Pogryzła kilkoro dzieci. W tym właśnie Lenę. To zdarzenie zapadło dosyć mocno w pamięci mojego dziecka. Na tyle mocno, że zarówno wtedy jak i dzisiaj pamięta o tym i opowiada. Tłumaczyłam jej wtedy, że nikt nie ma prawa jej krzywdzić, zadawać bólu, że nawet rodzice tego nie robią. Tłumaczyłam, że nic nie tłumaczy takiego zachowania. Mówiłam, że dziewczynka być może źle się czuła, bo nie potrafiła porozumieć się z innymi dziećmi, może była osamotniona, smutna. Ale nikt nie ma prawa krzywdzić innych, bez względu na to czy coś go boli, czy źle się czuje. Zapytałam czy ona gryzie lub bije dzieci jak jest jej smutno. Powiedziała wtedy: "nie, mamusiu, bo w naszym domu się nie bije". Powtórzyła pewnie to, co słyszała wielokrotnie od nas. Następnego dnia, gdy odbierałam ją z przedszkola, powiedziała mi, że jeden chłopiec chciał ją zrzucić znowu z pufy, ale tak mocno się trzymała i powiedziała mu, że teraz to ona się nią bawi, że poszedł sobie. Z ogromną satysfakcją obserwowałam sytuacje, kiedy "wypchnięta" z kolejki, nawet przez starsze i wyższe od niej dzieciaki, potrafiła wejść na swoje miejsce, komentując: "ja tu byłam", nigdy przy tym nie przekraczając granic, potrafiła też biec jak inne dzieci, na złamanie karku, na hasło: "każdy podbiega i zabiera jedną kartkę". Oczywiście wiele jeszcze pracy przed nami, wiele jeszcze doświadczeń różnego rodzaju, wiele słów, tłumaczeń, zanim stanie się prawdziwie asertywnym dzieckiem, a później kobietą. Ale jesteśmy na najlepszej ku temu drodze.
O czym nie należy zapominać, aby dziecko asertywnie, aczkolwiek bez przejawów chamstwa radziło sobie w życiu?

1. WSPIERAJ. Niech ma świadomość, że nawet jak zrobi coś złego, może do Ciebie przyjść. Nie czekaj aż wsparcia zacznie szukać u obcych, niekoniecznie dobrych ludzi.

2. ROZMAWIAJ. Rozmawiaj. Rozmawiaj. To nieprawda, że "małe to głupie" i nic nie zrozumie. Od najmłodszych lat, BA! miesięcy, rozmawiaj ze swoim dzieckiem. Opowiadaj. Wyjaśniaj. Znajdź tę cierpliwość, która da mu poczucie, że naprawdę ZAWSZE, bez względu na zmęczenie, pracę, brak czasu- jesteś.

3. NIE CZUJ ZA DZIECKO. Jeśli mówi, że je boli, to może naprawdę tak jest. Jeśli mówi, że wcale nie jest mu zimno, choć Tobie wydaje się to niemożliwe- uwierz. Nie krzycz na niego, kiedy się przewróci i rozwali kolano:" wstawaj, nic Ci nie jest, nie histeryzuj!" Nie tłum jego emocji i uczuć. Daj mu się wypłakać, jeśli tego potrzebuje. Pokaż, że ma w Tobie wsparcie. Jeśli będziesz powtarzała za każdym razem podniesionym głosem: "nie płacz!", to dziecko przestanie płakać i wyrzucać z siebie emocje... Zresztą jak to mówią: "OJOJane" przez Mamę miejsca, bolą mniej.

4. CHWAL. Chwal częściej niż wydaje Ci się, że powinnaś. Wychowujesz dziecko, więc w ciągu dnia dostaje ono wystarczająco dużo sygnałów, że coś zrobiło źle, że coś zepsuło, że tego nie wolno robić. Podnoś poczucie własnej wartości dziecka. Życie zadba o to, by mu je bardziej lub mniej obniżyć.

5. BĄDŹ KONSEKWENTNA. Czasami do bólu i łez. Twoich oczywiście.

6. POKAZUJ TEŻ ZŁO. Jakkolwiek to brzmi. Nie przeżyjesz życia za własne dziecko. Nie mów mu, że Ania już nigdy go nie uderzy, a Jasio zabiera zabawki, bo się nie wyspał. Niech wie, że są różni ludzie. Różne zachowania. Niech ma świadomość, że nie każdy w życiu będzie chciał dla niego dobrze. Przygotuj go na to, ucząc go, że powinno wybierać dobro. Naucz też żyć "obok" zła.

7. KOCHAJ. Kochaj bez pamięci. Niech Twoje dziecko to czuje. Kochaj szczególnie mocno wówczas, gdy wydaje Ci się, że  na tę miłość nie zasługuje.

Jestem bardzo ciekawa jak jest z tą asertywnością u Waszych dzieci, szczególnie po roku w przedszkolu lub szkole? 




















koszula- Zara  |  kamizelka- F&F  |  spodnie- Zara  |  buty- H&M  |  kapelusz- F&F  |  torebka- Reserved



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz