środa, 2 września 2015

Zachować w sobie tę dziecięcą radość



Za oknem chmury i deszcz. Czasami taka pogoda również w naszej duszy. Wtedy szukamy energii gdziekolwiek. W kubku gorącej kawy, w rozmowie z przyjaciółką, w kostce ( no dobra...tabliczce) czekolady. Kto ma dziecko ten wie, że nikt i nic lepiej nie odbiera energii jak małe ciało biegające z prędkością światła, tupiące nogami, odwracające się na pięcie, lub burzące ogromną wieżę z klocków, którą razem budowaliście.
To samo małe ciałko, potrafi kilka minut później, nie tylko zwrócić energię, którą Ci odebrało, ale uzupełnić jej zapasy na długie godziny. Jeden "przytul", maleńki cmok, lub to magiczne: "kocham Cię Mamciuś", jest najlepszym lekiem na smutki, niepogodę czy ból.  
Przy tej fontannie, w dzień, który nie należał do najbardziej upalnych tego lata, wbrew protestom Taty, nie przerywałam tej dziecięcej radości. Z pełną świadomością konsekwencji: gila do ziemi, wysypki na ciele, skręconej kostki...czegokolwiek... Dzieci tak pięknie cieszą się z najdrobniejszych rzeczy, o czym my, dorośli zapominamy. Obyśmy potrafili być jak Mały Książę i nie zapominali, że kiedyś też byliśmy dziećmi. 



Zachowajmy w sobie tę dziecięcą radość...




























I to szczególne zdjęcie. Chyba zrobię z niego fototapetę ;) Niech to światło rozbłyśnie we wszystkie kąty i zakamarki naszego domu i przede wszystkim życia.


Lenka: spodenki i bluzeczka Ma-lini 
To nasze absolutne odkrycie tego roku. Oczywiście tych odkryć jest więcej, ale ceny już mniej odkrywcze ;P Już nie mogę doczekać się kolekcji jesiennej. Bo odszyć potrafi pewnie wiele osób. Ale włożyć w ubranka serce, tak dopracować i dopieścić, potrafią tylko pasjonaci. A ja takich uwielbiam i cenię ogromnie. Ma-lini <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz