niedziela, 24 stycznia 2016

JOY...




Co jakiś czas, a od urodzenia dziecka wraz ze zmęczeniem (czyli zdecydowanie częściej), przychodzi taki okres totalnej demotywacji. Nie chce mi się kompletnie nic. Poziom energii spada, spada też zapał, entuzjazm i radość z tego co robię.
O ile paradoksalnie, opieka nad dzieckiem odbiera dużo sił i energii, o tyle dodaje motywacji do działania, ale tylko tego związanego z NIM samym. Nic więcej. Motywacji do pracy, samorozwoju, kształcenia i wielu innych rzeczy brakuje. Podobnie jak brakuje czasu. A może to tylko wymówki...?
Od jakiegoś czasu, miotam się dosyć mocno, trwając w tym klinczu, w tym błędnym kole. Pewnie jak większość matek, które wszystko, dosłownie WSZYSTKO, poza własnymi gaciami (pewnie tylko ze względów higienicznych) oddałoby dzieciom. Nie daj Bóg, jak przychodzą porażki lub życiowe zakręty. Wtedy prawie pewnym się staje, że nie powinnaś robić w życiu już kompletnie nic. Tak na wszelki wypadek. By nie stracić. By nie rozczarować. By się nie wstydzić. By się nie mierzyć. 
Dzisiaj dostałam motywacyjnego kopa. Widząc trailer, wiedziałam, że muszę zobaczyć ten film. Nie sądziłam, że potrzebuję go tak bardzo, że wtłoczy on w moją głowę TO, że pchnie o 10 kroków do przodu. 
JOY, tytułowa bohaterka, która wydaje się być totalnym pechowcem, jakby jakaś wiedźma rzuciła na nią klątwę ( a tych, wokół pełno- też takie znam). Małżeństwo, rozwód rodziców, zwolnienie z pracy i brak pieniędzy na opłacenie rachunków, wyzwala w niej kreatywność. No dobra, tę kreatywność wyzwala w niej serial, który namiętnie ogląda jej niezbyt normalna matka. Przywołuje on wspomnienie, o planach, marzeniach i ambicjach z dzieciństwa, które porzuciła na rzecz rodziny, wsparcia rodziców podczas rozwodu itd. Od tego momentu walczy. O lepsze jutro. O marzenia. O siebie samą. Choć początkowo nieśmiało, ostrożnie, nie wierząc we własne możliwości, w obliczu beznadziei staje się lwicą. Walczy przecież nie tylko o siebie, ale i o lepsze jutro swojej rodziny. 
Aby nie zdradzać całego filmu, podsumuję tylko krótko:
DZIEWCZYNY, możemy, potrafimy!!! Nie tylko dla dzieci. Dla samych siebie.

Ja już się nie zatrzymam. A Ty?






Moja motywacja nr 1:


















Lenka:
kurtka- F&F  |  spódnica- Carrefour :)  |  buty- Zara  |  golf- Terranova  |  
rękawiczki- Kiermasz Świąteczny :)  |  czapa- F&F



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz