niedziela, 3 kwietnia 2016

Chcę być taka jak Ty Mamo...





"Chcę być taka jak Ty Mamo.."
Wypowiadała to każda z nas. Nie miało pewnie większego znaczenia. Po prostu sześć słów wyrzucanych z ust małej dziewczynki, po otrzymaniu prezentu, po dokonaniu czegoś, co dla Ciebie wydawało się nierealnym wyczynem. Być może nawet zapomniałaś o tych słowach, ale przypomniała Ci ona. Twoja córka. Sześć słów. Wtedy lekko wyrzuconych z Twoich ust, dzisiaj ważących jakby kilka ton: "chcę być taka jak Ty Mamo". Dzisiaj nie przechodzisz wobec nich obojętnie, tylko nerwowo zagryzasz wargę. Bo czujesz ciężar. Ciężar odpowiedzialności. Ciężar wychowania. Ciężar bycia wzorem dla Małej Istoty, którą kiedyś wypuścisz w świat.


Od dnia, kiedy wypowiedziała te słowa po raz pierwszy, chcę zadać jej to pytanie: "czyli jaka córeczko?" Ale wiem, że jest za mała, że odpowie: "miła, ładna, pomocna". Nie spodziewam się wielkich słów. Nie pytam. Przygryzam nerwowo wargę, nie wiedząc czy podołam. Skoro ona chce być taka jak ja, to jaka...chce być? I jaką ja muszę się stać, aby miała dobre odbicie?


NIE KŁAMAĆ.
Jeśli okłamujesz dzisiaj swoje dziecko, choćby w drobnych sprawach, wiedz, że to wróci. Jeśli prosisz, aby Twoje dziecko okłamywało innych, nie oczekuj, że nie będzie okłamywało w przyszłości. Skoro chce być takie jak Ty, a Ty nie tylko zezwalasz, ale i dajesz taki przykład...nie oczekuj nic więcej.
Przykłady z życia?
1) Ukrywanie choroby- dziecko czuje, BA! wie, że coś się dzieje, że cierpisz Ty lub ktoś bliski. Szepty, skrywane łzy, bandaże, łysa głowa itd. Nie ukryjesz tego przed dzieckiem. Porozmawiaj. Ono tego potrzebuje. Co więcej, paradoksalnie, jeśli zrobisz to w odpowiedni sposób, dasz mu poczucie bezpieczeństwa. I nie dasz pola do popisu, jego bujnej dziecięcej wyobraźni. Jeśli sama nie wiesz jak to zrobić- poradź się specjalisty. Ale rozmawiaj!
2) Prośba o okłamywanie kogoś bliskiego- ojca, z którym się rozstałaś czy nauczycielki w szkole. Bo niby choroba, a w rzeczywistości wyjazd za miasto. Bo nie chcesz, by ojciec się dowiedział. Dajesz dziecku przyzwolenie. Jesteś dla niego wzorem. Jakimś wyznacznikiem dobrych i złych zachowań. Ono staje się Twoim lustrzanym odbiciem. Czy tego chcesz czy nie. Bez względu na to jak sprytnie zmanipulujesz, ono bardziej lub mniej świadomie otrzymuje od Ciebie sygnał: małe kłamstewko nie jest złe, skoro mama pozwala".


MIEĆ CZAS.
Praca, dom, obowiązki. Brak czasu na odpoczynek. Jesteś nieobecna, nawet gdy siedzisz w domu, gdy obok siedzi Twoje dziecko. Mówi do Ciebie, ale jesteś nieobecna. Prosi o przeczytanie książeczki, nie słyszysz, lub udajesz, że te słowa nie padły. Albo odsyłasz do pokoju, aby pobawiło się samo/ z rodzeństwem- jeśli je ma. Tak więc o zabawie nie ma mowy.

SŁUCHAĆ.
Często nie ma też mowy o... rozmowie. Dziecko zaczyna mówić. O Oli, która dzisiaj uderzyła kolegę w przedszkolu, o Pawełku, który powiedział, że ma brzydką fryzurę. O tym, że na zajęciach znowu była TA zabawa. O upadku, na spacerze. Mówisz:" nie teraz", "później", "na pewno nie boli".
Jak więc chcesz usłyszeć, kiedy dziecko na swój dziecięcy sposób, będzie chciało przekazać Ci, że w przedszkolu dzieje się coś złego, że w szkole ktoś je krzywdzi, że przekracza granice? Jak chcesz, by opowiadało Ci, o problemach, o smutkach, o czymś strasznym co dzieje się w jego, może już nastoletnim lub dorosłym życiu? Uczysz go milczeć. Nie mówić o sobie. Nie otwierać się na Ciebie i ludzi. Zamykać się w sobie.

POMAGAĆ.
Mały manipulant. Leń. Nic sam nie potrafi zrobić. Niczego się nie nauczył. Tak łatwo nam, dorosłym przychodzi wypowiadać takie słowa. A może naprawdę nie potrafi? Może potrzebuje tylko odrobiny Twojej pomocy, abyś następnym razem już...nie była potrzebna? I co najważniejsze: może TA konkretna, TA Twoja, matczyna dłoń, wyciągnięta w jego stronę, da mu taką moc, której nie da mu wiedza, ćwiczenia czy milion prób. Może TA Twoja pomoc, ma wyjątkową moc...?

WIDZIEĆ JEGO PROBLEMY. DAĆ MU POCZUCIE, ŻE NAWET GŁUPOTY MAJĄ ZNACZENIE.
Małe tęsknoty. Albo duże pryszcze. Wielkie miłości albo mały biust, z którego śmieje się cała klasa. Rozbite kolano lub zabawka koleżanki, której ona nie ma, a tak by chciała...
Twoje dziecko, choć małe, ma ogromne problemy. Bagatelizujemy je. Udajemy, że nie widzimy, albo mówimy: "nie przesadzaj, taki problem to nie problem!", "ja mam większe problemy!", " nie Ty jedna masz pryszcze", "ja chciałabym mieć taki mały biust!" itd.
Nie zbawisz świata. Również tego dziecięcego. I wcale nie o to chodzi. Życie takie właśnie jest. Raz piękne. Innym razem chcesz się z niego wylogować. Tego też dziecko musi się nauczyć. Ale przypomnij sobie, jaką ulgę przynosiło Ci, albo jak marzyłaś o tym, że ktoś te Twoje małe problemy poprzeżywa z Tobą. Twoje pryszcze obłoży maścią, lub zaprowadzi do kosmetyczki. Kupi biustonosz typu push-up, lub w stary napakuje wkładek/ skarpetek. Czegokolwiek. "Ojoja" obolałe miejsce. I podstawi inną zabawkę, która zastąpi tę opiszczaną przez całą przedszkolną grupę. Bo nie rozwiązania same się liczą. A świadomość, że jesteś. I poczucie, że dla Ciebie, nawet głupoty mają znaczenie...

BYĆ DOBRYM CZŁOWIEKIEM. A JEŚLI SIĘ NIE UDAJE, POSYPAĆ GŁOWĘ POPIOŁEM.
To chyba najtrudniejsze. Podobno idealni rodzice nie istnieją. Na szczęście nikt tej tezy nie udowodnił. Na szczęście- bo możemy do takiego ideału dążyć. Nie oszukujmy się jednak. Zawalamy. Jedni mniej, inni bardziej. Ranimy ludzi. Nie wypełniamy punktów, o których pisałam powyżej. Rozpadają się nasze związki. Życzymy źle ludziom. Zrywamy kontakty. Przeklinamy. I milion innych grzeszków mamy na sumieniu. Tak było, jest i będzie. Od zarania dziejów. Od Adama i Ewy.
Nie w tym rzecz. W relacji z dziećmi, nie wiedzieć skąd i po co, stajemy się posągami. Nie mówimy o swoich błędach, porażkach, o zawalonych sprawach. O tym wszystkim czego żałujemy. Co chcielibyśmy naprawić. Co zrobilibyśmy inaczej. Od nowa. Lepiej. Jeśli Twój związek się rozpadł, jest to również Twoją porażką. Nie JEGO, bo on znalazł sobie młodszą. Wina leży po obu stronach. Jeśli przyjaźń nie przetrwała, również dwie osoby są winne. Jeśli źle życzysz ludziom, przeklinasz- to nie wmówisz dziecku, że ktoś otworzył Ci usta i położył ostre słowa na języku.
Nie ucz dziecka, że winni są wszyscy dookoła. Bo Ty przecież błędów nie popełniasz nigdy. Sama się śmiejesz czytając te słowa. Albo wręcz przeciwnie. Do śmiechu wcale Ci nie jest. Bo tak mocno w to wierzyłaś. Pokaż dziecku ludzką twarz. Ludzką, to znaczy tę błądzącą. Tę, która ma słabości. Która upada. Ale i tę, która potrafi powiedzieć: "przepraszam", która nie boi się do błędu przyznać. Nie stracisz ani na powadze, ani na autorytecie. Przeciwnie. Pokażesz swoją wielkość. Przyznać się do błędu, naprawić go, przeprosić jest dużo trudniej. Szlachetniej.

CHCĘ BYĆ TAKA JAK TY MAMO...dudni mi w uszach...To chyba niedobrze córeczko. Ale zrobię wszystko, byś za 20 lat nadal chciała wypowiadać te słowa...








 Lenka:
spodnie- Zara
płaszczyk- Mango
buty- Zara
kapelusz- F&F






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz